„Zapraszam na rozmowę indywidualną przed rozpoczęciem zajęć. Adalia Coldness, Dyrektor Snowhange.”
Dean wpatrywał się w mały kawałek pergaminu, który otrzymał parę chwil wcześniej od małej, szarej sowy. Dobrze wiedział o co chodzi i na jaki temat będzie rozmowa. Dyrektorka pewnie zrobi mu wykład na temat teleportacji i wagarów. Miał tylko nadzieję, że nie wie o pożyczonym samochodzie, ani o alkoholu. Czy może zostać za to zawieszony? No cóż, musiał naszykować się na szlaban – to było pewne. Wolałby tylko żeby jego mama nie dowiedziała się niczego na ten temat. Jednak, znając dyrektorkę nie miał na co liczyć.
Ziewnął szeroko i wstał z łóżka. Przeczesał ręką włosy i wyszedł z dormitorium. Im szybciej pójdzie do dyrektorki, tym szybciej będzie miał to z głowy. Nie pierwszy raz musiał ją odwiedzić, więc wiedział czego może się spodziewać. Trochę chłodnych, przeszywających spojrzeń, surowego głosu, grania na sumieniu i tego typu rzeczy. Rozmowa najszybciej kończyła się jeśli dyrektor Coldness przytakiwało się na wszystko co powie. I tak miał zamiar zrobić.
Brunet nie czuł się najlepiej. Po wczorajszym dniu czuł się osłabiony, nos miał cały czerwony, a oczy przekrwione. Ciągle kichał i smarkał. Teraz żałował, że wychodząc do miasta nie wrócili się z Deą po kurtki i szaliki. Jednak, będąc razem nigdy nie myślą logicznie i nie mają za grosz odpowiedzialności. Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba teraz swoje odchorować.
- Oooo, kogo my tu mamy, Rudolf Czerwononosy ! – zobaczył Deę, idącą z naprzeciwka. Widać ona też dostała list od ich szanownej dyrektorki. Dziewczyna także nie wyglądała najlepiej. Oczy miała podkrążone, twarz bladą, a nos chyba jeszcze bardziej czerwony niż on sam. Oczywiście nadal wyglądała uroczo, jak to Dea Lagerloff. Uśmiechnął się do niej szeroko i kiedy zamierzał odpowiedzieć jej równie zgryźliwe drzwi od gabinetu pani Coldness otworzyły się.
- Zapraszam. – Usłyszeli zimny głos dyrektorki. Dean spojrzał na Deę i przewrócił oczami. Był już przyzwyczajony do tego tonu. Chyba za często tu wpadał w odwiedziny. Mama się nie ucieszy, że znów tu jest.Gabinet dyrektorki wyglądał tak jak zawsze. Pedantyczny porządek, ani jednego pyłku kurzu. Dean miał wrażenie, że nawet pióro leży zawsze w tym samym miejscu. Białowłosa, szczupła kobieta siedziała przy biurku i patrzyła na nich surowo. Jej oczy były zimnego, jasnoniebieskiego koloru.
- W tej szkole nie ma tolerancji dla tak bezmyślnych wybryków – zaczęła dyrektorka niezmiennym, surowym głosem. Dean wpatrywał się w biurko jakby było coś w nim interesującego. - Nie wiem, jak mogliście okazać się tak skrajnie odpowiedzialni! Teleportacja przed ukończeniem kursu, nie wiem, skąd przyszło wam do głowy takie wariactwo. Czy wy w ogóle zdawaliście sobie sprawę z fizycznych konsekwencji? Mogliście się rozszczepić! – Adalia Coldness mówiła coraz bardziej dobijającym głosem. Chłopak miał nadzieję, że nie potrwa to długo. Dobrze wiedział jakie były konsekwencje i raczej kobieta nie powie mu nic nowego. - Że już nie wspomnę o konsekwencjach prawnych! A do tego ucieczka z lekcji. Poza tym pracownicy ministerstwa musieli modyfikować pamięć dwóch mugoli, którym wydawało się, że dwoje nastolatków otwiera luksusowy samochód drewnianym kijem. Skandal! – Dean uśmiechnął się lekko pod nosem. Wycieczki samochodem akurat nie miał zamiaru żałować, bo była to dobra zabawa. Uwielbiał przedmioty pochodzenia mugolskiego. Było to nieporadne radzenie sobie bez magii. Jednak Dean doceniał ich kreatywność. Dea, siedząca obok zaczęła głośno kaszleć, choć Dean od razu domyślił się, że próbuje zamaskować atak śmiechu. Rzucił jej wesołe spojrzenie. - Minus pięćdziesiąt punktów i szlaban. Już wystosowałam odpowiednie pismo do waszych rodziców. Cain, możesz odejść. – I przepadło. Jego matka pewnie już o wszystkim wie. Miał nadzieję, że nie będzie znów reagować tak rozpaczliwie jakby świat się kończył. Chyba już powinna się przyzwyczaić, że po jej synu wszystkiego można się spodziewać. Właściwie to trochę jej współczuł, nie chciałby mieć takiego syna jak Dean Cain.
Kiedy wstawał poczuł rozpaczliwy wzrok Dei na sobie. Widać bała się konfrontacji z dyrektorką sam na sam. Nic jednak nie mógł dla niej zrobić, więc uśmiechnął się do niej przepraszająco i wyszedł z gabinetu. Na szczęście nie było tak źle. Szlaban to nie najgorsza sprawa, nawet jeśli ma trwać miesiąc, ale wiedział, że w towarzystwie Dei będzie wesoło, bo z nią nigdy się nie nudził.
***
Zaraz po lekcjach Dean postanowił odwiedzić Melody. Nie widzieli się prawie całe wakacje, a w tym roku szkolnym też nie mieli za wiele czasu do rozmowy. Nie miał żadnych planów na popołudnie i miał nadzieję, że je jego przyjaciółka też nie. Bardzo się za nią stęsknił. Zapukał do damskiego dormitorium Placidusa i nie czekając na odpowiedzieć wszedł do środka. Miał nadzieję, że nie dostanie w twarz na przywitanie od którejś z współlokatorek Melody. Zajrzał do środka i zobaczył tylko ją i jej przyjaciółkę Alexię, którą chyba pierwszy raz widział bez książek w rękach.
- O, Dean! - Melody uśmiechnęła się, gdy go tylko zobaczyła i wstała, żeby przytulić się na przywitanie.
- Cześć, mała! - objął dziewczynę, ciesząc się, że ją zastał. Następnie uśmiechnął się do jej współlokatorki - Alexia, tak? – zagaił. Chyba najwyższy czas by się oficjalnie poznać.
Szatynka spojrzała na niego delikatnym, szczerym wzrokiem. W jej oczach można było odnaleźć spokój i prawdziwość. Dziewczyna wyglądała bardzo uroczo. Wcześniej nigdy się jej nie przyglądał, a była to naprawdę ładna dziewczyna.
- Owszem, Alexia.- przytaknęła - A ty to... Dean?
- Tak, dokładnie. Dean Cain we własnej osobie. - Mrugnął do niej. - To co dziewczyny porabiacie w tak piękny dzień? - Spojrzał raz na jedną dziewczynę, raz na drugą.
- Ja się właśnie szykuję na spotkanie, więc zostawiam was na chwilę samych. - Uśmiechnęła się tajemniczo Melody i zniknęła w łazience. Dean spojrzał pytająco na Alexię, ale widać ona wiedziała tyle co on. - Tylko bądźcie grzeczni! – po chwili wychyliła się z łazienki i krzyknęła żartobliwie.
Dean popatrzył na Alexię i widać było, że słowa Melody ją zawstydziły. Chyba nawet po tylu latach nie przyzwyczaiła się do perfidności Viviere. Dziewczyna była bardzo zmieszana. Dean czuł się jak intruz, który wkradł się w jej prywatny świat. Chyba nie lubiła zostawać sam na sam z osobami, które ledwo znała. Szatynka wpatrywała się w podłogę, miał wrażenie, że trochę się go boi.
- Jesteś przyjacielem Melody? – zapytała nagle.
Dean uśmiechnął się rozbawiony. Dziewczyna usilnie próbowała coś powiedzieć, a jej czerwone policzki wyglądały w tym momencie bardzo uroczo.
- Tak, jestem. - Usiadł na łóżku Melody, patrząc na dziewczynę. - A ty przyjaciółką z tego co wiem. - Bardziej stwierdził, niż zapytał. - Nie wiesz, gdzie ona się tak szykuje? – zapytał, pokazując ręką na drzwi od łazienki. Dziewczyna odwróciła głowę, by spojrzeć w pokazywanym przez Deana kierunku.
- W sumie to sama nie wiem, ale wszyscy lubią dobrze wyglądać - rzekła, uśmiechając się szerzej niż wcześniej. Widać było, że czuje się coraz pewniej i zaczyna zachowywać się normalnie. Dean już dawno nie spotkał osoby, która byłaby aż tak bardzo nieśmiała. Zwłaszcza w jego towarzystwie, bo raczej nie był osobą, z którą ciężko jest rozmawiać.
- Widać po tobie. - Skwitował krótko i uśmiechnął się do niej po raz kolejny. Chciał by dziewczyna się jeszcze bardziej ośmieliła i zachowywała się całkowicie naturalnie, bo wydawała się bardzo interesującą osobą.- Nie często cię widać na szkolnych korytarzach po lekcjach. - Skomentował. - Gdzie się tak zawsze ukrywasz?
- Zazwyczaj w bibliotece, wiesz, takie ciche miejsce, gdzie jest dużo ciekawych książek. - odrzekła, wybuchając przy tym śmiechem, uświadamiając sobie, jak to niezgrabnie ujęła, ale też dla rozluźnienia atmosfery, która dla niej, znowu stała się napięta. Lecz czuła, że chłopak nie czuje się w jej towarzystwie tak nieswojo jak ona. Chyba miała go za takiego, który nie za wiele wie o bibliotece. I w sumie chyba miała rację.
- To muszę częściej odwiedzać bibliotekę – powiedział. Miał nadzieję, że dziewczyna nie weźmie go za jakiegoś taniego podrywacza. Nic takiego nie miał na myśli, ale chyba za dużo sobie pozwalał przy tej dziewczynie. Była trochę jak delikatna porcelana, którą, gdy za mocno ściśniesz to pęka.- Sam nie za często tam bywam - przyznał szczerze.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego. Pewnie w głębi duszy uważała go za jakiegoś niezbyt mądrego głupka, który nie ma żadnych ambicji.
- Możemy się kiedyś przejść razem. – zaproponowała.
-Jeśli obiecasz, że będzie ciekawie - zaśmiał się lekko. Chyba jednak nie było z nim tak źle, skoro usłyszał taką propozycję z jej ust.- Ale w takim towarzystwie, to chyba wszędzie jest ciekawie - dodał po chwili zanim zdążył pomyśleć o czym w ogóle mówi. Dziewczyna zarumieniła się jeszcze bardziej i widać, że mocno się speszyła. Miał wrażenie, że przy tej dziewczynie musi uważać na to co mówi, bo była trochę jak takie małe strachliwe zwierzątko, co było całkiem słodkie.
Sytuację uratowała Melody, która właśnie wyszła z łazienki. Rozejrzała się i powiedziała:
- Widzę, że byliście grzeczni - zaśmiała się. - Dean, wpadłeś bez zapowiedzi i nie mogę ci poświęcić dzisiejszego dnia, ale przynajmniej mnie odprowadzisz, co? - pociągnęła go za rękę.
Dean spojrzał tylko na Alexię, uśmiechnął się delikatnie i zasalutował jej ręką na pożegnanie. Miał nadzieję, że jeszcze będzie miał szansę się z nią spotkać i pokazać, że wcale nie jest tak straszny jak jej się wydaje, bo czuł, że nie zaprezentował się jej zbyt dobrze.
***
- Szlaban z Deą Lagerloff? – skrzywiła się Melody. – Do czego ta dziewczyna znów cię namówiła?
Dean westchnął lekko. Wiedział, że Melody i Dea za sobą nie przepadały, wręcz nienawidziły, ale obie były jego przyjaciółkami, więc musiały czasem o sobie posłuchać. Choć kiedy wspomniał tylko o Lagerloff przy Melody to od razu stawała się agresywna.
- Do niczego mnie nie namówiła. Po prostu dobrze się razem bawiliśmy. – Czuł jakby się tłumaczył mamie. Jeśli chodzi o Deę to Viviere była bardzo cięta. Kiedyś nawet się lubiły, ale od pewnego dnia nie rozmawiają ze sobą i nikt nie wie z jakiego powodu. Dean wiedział tylko tyle, że stało się coś okropnego, le żadna z nich nigdy nie chciała rozmawiać na ten temat. Najprawdopodobniej nigdy się nie dowie o co chodziło.
Cain postanowił zmienić temat:
- Więc gdzie tak zmierzasz? – zapytał.
- Umówiłam się – odpowiedziała krótko.
Dean uniósł brew do góry. Ostatnio z Melody ciężko było cokolwiek wyciągnąć. Ciągle gdzieś chodziła, ale nikt nie wiedział gdzie, nie miała na nic czasu, wiecznie się spieszyła. Nie lubiła mówić co u niej. Zaczynał się o nią trochę martwić, ale wiedział, że naciskając nic z niej nie wyciągnie. Miał tylko nadzieję, że nie wpakowała się w żadne kłopoty.
- Z kim?
Melody spojrzała na niego krzywo. Chyba poirytowała ją jego dociekliwość.
- Z koleżanką. – Zatrzymała się i przytuliła się do niego. – Muszę już iść. Do zobaczenia!
Brunet nic nie zdążył powiedzieć, a dziewczyny już nie było. Westchnął lekko i ruszył w kierunku Feroxa. Skoro Melody go zostawiła, to nie miał za bardzo co ze sobą zrobić. Może odrobi lekcje? Dawno tego nie robił! Zaśmiał się do siebie pod nosem. Musiało mu się naprawdę nudzić skoro w ogóle o tym pomyślał. Jeszcze trochę i z własnej woli wybierze się do biblioteki!
Postać, o której jest opowiadanie jest fikcyjna, lecz całkowicie moja, a wizerunku udziela jej Josh Hartnett.
Konstruktywna krytyka mile widziana!
Enjoy.
Dean Cain nie potrafi usiedzieć w miejscu. Zazwyczaj wszędzie go pełno, zawsze tam gdzie coś się dzieje można go spotkać. Mimo to nie jest osobą głośną i hałaśliwą, której ma się aż dosyć. Lubi spontaniczność, zabawę i towarzystwo ludzi. Spędza dużo czasu na rozmowach, zazwyczaj niezbyt poważnych i niekoniecznie inteligentnych. Nie oznacza to jednak, że taki nie jest. Potrafi ze wszystkiego żartować i robić innym kawały - dla zabawy, bądź nawet z nudów. Rzadko jest poważny, raczej wszystko co mówi brzmi żartobliwie, bądź ironicznie.
Dzięki swojej urodzie i podejściu do życia ma powodzenie u dziewczyn, jednak nie jest tym za bardzo zainteresowany. Nie szuka dziewczyny na chwilę, a wręcz nie szuka jej wcale. Póki co nie czuje potrzeby związania się z nikim, zwłaszcza, że związek "przytłaczałby" jego charakter. Co nie zmienia faktu, że z płcią przeciwną potrafi się dogadać bardzo dobrze.
Dean ma też swoją inną stronę, lecz niewiele osób go od tej strony zna - potrafi być poważny, słuchać o problemach swoim przyjaciół i dobrze im doradzać. Jest lojalny, szczery i pomocny. Jednak żeby poznać go od tej strony trzeba sobie na to zasłużyć, a jeśli już otwiera przed tobą duszę i serce to znaczy, że ufa ci bezgranicznie.
Dzięki swojej urodzie i podejściu do życia ma powodzenie u dziewczyn, jednak nie jest tym za bardzo zainteresowany. Nie szuka dziewczyny na chwilę, a wręcz nie szuka jej wcale. Póki co nie czuje potrzeby związania się z nikim, zwłaszcza, że związek "przytłaczałby" jego charakter. Co nie zmienia faktu, że z płcią przeciwną potrafi się dogadać bardzo dobrze.
Dean ma też swoją inną stronę, lecz niewiele osób go od tej strony zna - potrafi być poważny, słuchać o problemach swoim przyjaciół i dobrze im doradzać. Jest lojalny, szczery i pomocny. Jednak żeby poznać go od tej strony trzeba sobie na to zasłużyć, a jeśli już otwiera przed tobą duszę i serce to znaczy, że ufa ci bezgranicznie.