Blog należy do serii Snowhange. Mamy wolne miejsca, więc jeśli chcesz z nami pisać to zapraszam serdecznie!
Postać, o której jest opowiadanie jest fikcyjna, lecz całkowicie moja, a wizerunku udziela jej Josh Hartnett.
Konstruktywna krytyka mile widziana!
Enjoy.

Dean Cain nie potrafi usiedzieć w miejscu. Zazwyczaj wszędzie go pełno, zawsze tam gdzie coś się dzieje można go spotkać. Mimo to nie jest osobą głośną i hałaśliwą, której ma się aż dosyć. Lubi spontaniczność, zabawę i towarzystwo ludzi. Spędza dużo czasu na rozmowach, zazwyczaj niezbyt poważnych i niekoniecznie inteligentnych. Nie oznacza to jednak, że taki nie jest. Potrafi ze wszystkiego żartować i robić innym kawały - dla zabawy, bądź nawet z nudów. Rzadko jest poważny, raczej wszystko co mówi brzmi żartobliwie, bądź ironicznie.
Dzięki swojej urodzie i podejściu do życia ma powodzenie u dziewczyn, jednak nie jest tym za bardzo zainteresowany. Nie szuka dziewczyny na chwilę, a wręcz nie szuka jej wcale. Póki co nie czuje potrzeby związania się z nikim, zwłaszcza, że związek "przytłaczałby" jego charakter. Co nie zmienia faktu, że z płcią przeciwną potrafi się dogadać bardzo dobrze.
Dean ma też swoją inną stronę, lecz niewiele osób go od tej strony zna - potrafi być poważny, słuchać o problemach swoim przyjaciół i dobrze im doradzać. Jest lojalny, szczery i pomocny. Jednak żeby poznać go od tej strony trzeba sobie na to zasłużyć, a jeśli już otwiera przed tobą duszę i serce to znaczy, że ufa ci bezgranicznie.

6.01.2013

01. Imprezy, których nie pamiętamy.

 Dla całego Snow - za to, że dzięki Wam natchnęło mnie do napisania w końcu notki.

    Nowy rok szkolny w Snowhange, szkole dla czarodziejów umieszczonej na Grenlandii zaczynał się corocznie we wrześniu. W szkole były trzy domy – Ferox, Placidus i Honestus. Dean Cain, który był wysokim brunetem o dość przebojowym charakterze znajdował się w tym pierwszym z nich. Według ogólnych schematów osoba przynależąca do Feroxa jest osobą dbającą o swoje interesy i osobą przebiegłą. Szesnastolatek dobrze czuł się w tym domu, cieszył się, że trafił akurat tutaj i nie wyobrażał sobie by być w Placidusie czy Honestusie. Za bardzo zżył się z barwami, które reprezentował. Uwielbiał ludzi, których tutaj poznał, choć wbrew pozorom byli oni dużo bardziej różnorodni niż zakłada opis osób, które pasują do tego domu. Dean zaczynał teraz dziesiątą klasę i cieszył się, że w końcu po dwóch miesiącach wakacji może spotkać swoich przyjaciół.
     Co roku w Feroxie odbywała się impreza powitalna, na której oczywiście lało się pełno alkoholu, a wszyscy mogli wreszcie porozmawiać ze znajomymi, których nie widzieli przez całe wakacje. Dean cieszył się na myśl o tym jednak nie było mu to dane, ponieważ jego impreza skończyła się bardzo szybko. Przez większość wakacji brunet nie miał okazji imprezować, ponieważ musiał z rodzicami odwiedzić praktycznie całą rodzinę, przez co jego wakacje nie były za bardzo udane. Być może dlatego powitalna impreza nie skończyła się dla niego zbyt dobrze.
    Pokój Wspólny pełen był rozweselonych ludzi rozmawiających ze sobą radośnie, rozprawiając o tym co robili na wakacjach i jak bardzo za sobą tęsknili. Także wielu jego znajomych podchodziło do niego z kieliszkami, które musiał wypić z każdym z osobna i powiedzieć parę słów o tym co działo się u niego. Gdzieś w tłumie zgubił swojego najlepszego przyjaciela – Alexa Sherilla, którego znał od pierwszej klasy i od samego początku bardzo się polubili. Z nikim nie czuł się tak swobodnie jak właśnie z nim. Uważał go za najbliższą osobę, wiedział, że zawsze może na niego liczyć i, że Alex rozumie go bez słów. Rozejrzał się po pomieszczeniu szukając kogoś znajomego z kim jeszcze nie miał okazji dzisiaj porozmawiać, kiedy usłyszał rozmowę dwóch piętnastolatków, kłócących się o to, który z nich jest w stanie wypić litrową flaszkę czterdziestoprocentowego alkoholu. Dean z pobłażliwym uśmiechem podszedł do nich...


    Kiedy Dean Cain otworzył oczy następnego dnia wszystko wokół niego wirowało. Przez chwilę zastanawiał się gdzie w ogóle jest i skąd się tu wziął. Przecież parę chwil wcześniej witał się ze wszystkimi znajomymi, więc w jaki sposób nagle znalazł się w łóżku? I co się działo na imprezie? Po chwili zaczęły docierać do niego inne odczucia, niezbyt przyjemne. Przez głowę przeszedł mu ogromny ból głowy, czuł jakby zaraz miał zwymiotować, a w ustach miał tak sucho, że nie potrafił nawet normalnie się odezwać. Jęknął cicho, zasłaniając oczy przed rażącym go światłem i wystękał do siebie nie oczekując od nikogo odpowiedzi:
- Wody... - jego głos to była jedna wielka chrypa.
    Poczuł, że ktoś do niego się zbliża i miał nadzieję, że to jego Anioł Stróż, spieszący mu z pomocą i prawie tak było.
- A może rozumu? - usłyszał żartobliwy głos zza swoich pleców.
     W pierwszym momencie nie zidentyfikował osoby, która to powiedziała. Dopiero kiedy przetarł zaspane oczy i odwrócił się w stronę głosu, zobaczył Alexa, którego ostatni raz widział na początku nieszczęsnego wieczoru.
- Ale co ja takiego złego zrobiłem - zapytał prawie jak małe dziecko, któremu zabrano cukierka, ponieważ coś przeskrobał. - Podaj wody, nie daj mi cierpieć – poprosił błagalnym tonem.
    Brunet wstał i wziął szklankę, którą napełnił wodą i znów usiadł obok jego łóżka. Dean wyciągnął rękę po wodę, jednak Alex miał zamiar trochę się pobawić jego kosztem. Trzymał szklankę w takiej odległości, aby Cain nie mógł jej dosięgnąć.
- Głupota boli. Najpierw mi obiecaj, że nie będziesz robił takich idiotycznych zakładów - powiedział przez śmiech. Widać było, że ta sytuacja nawet go bawiła. Z Deanem było wręcz przeciwnie, czuł się fatalnie i jedyne czego pragnął to napić się, a następnie wrócić do bezbolesnej krainy snu.- A już zwłaszcza beze mnie.
- Ale jakich zakładów? - Dean zakrył ręką oczy, by nie raziło go słońce. Od tego bardziej bolała go głowa. Próbował na oślep dosięgnąć szklanki, która spoczywała w ręce przyjaciela, jednak nie za bardzo mu to wychodziło. - Ja nic nie zrobiłem złego. - tłumaczył, nie bardzo wiedząc o co chodzi Alexowi.
     Chłopak podał mu w końcu tę szklankę. Cain wiedział, że przyjaciel nie pozwoliłby mu dłużej cierpieć. Miał dobre serce, zwłaszcza dla przyjaciół. Brunet wziął ją szybko do ręki i zaczął łapczywie pić. Każdy łyk był dla niego niemożliwą do opisania ulgą.
- Wypicie litrowej butelki w dwie minuty to nie był dobry pomysł – powiedział karcąco Alex.
     Dean zakrztusił się kiedy do usłyszał. Odkaszlnął, przetarł ręką mokrą koszulkę, na którą wylała mu się woda i zapytał ze zdumieniem:
- Założyłem się, że wypiję litr w dwie minuty?
     Nie bardzo w to wierzył, więc spojrzał na przyjaciela, żeby sprawdzić czy nie żartuje. Jednak to wyjaśniło dlaczego nie pamięta prawie nic z zeszłego wieczoru.
- I co, wypiłem? - zapytał, kiedy zrozumiał co jest w tym wszystkim najważniejsze. Przecież Dean Cain nie przegrywa zakładów, choć domyślał się, że ten akurat mógł przegrać, gdyż nie było to łatwe zadanie.
     Alex jeszcze bardziej skarcił go wzrokiem, po czym wziął małego jaśka i rzucił mu w twarz.
- No tak, to najważniejsze - rzekł oschle, lecz po chwili się roześmiał. Znał go na tyle by wiedzieć, że jest do tego zdolny. - Wypiłeś. A teraz umierasz.
- Ale było warto – brunet wyszczerzył zęby w stronę przyjaciela - Przecież to jest powód do dumy! Będziesz musiał kiedyś też spróbować.
     Oboje się roześmiali. Dean chciałby zobaczyć Alexa po wypiciu litrowej butelki. Musiałby być to ciekawy widok.
- A jak ci się udała impreza? - zapytał, zmieniając temat.
     Sherill wzruszył beznamiętne ramionami.
- Tak średnio, choć miałem małą przygodę z Leilanii i jej chłopakiem - powiedział, uśmiechając się. Leilanii to blondynka, która też była z Feroxa i była w ich wieku. Alex się w niej podkochiwał, więc wiadomo jaki miał stosunek do jej chłopaka.
- Co ten jej chłoptaś znów zrobił? - zapytał, wiedząc czego można się po nim spodziewać.
- Podszedłem do nich na imprezie z Sorine, tą z Honestusa. - Ta dziewczyna, zaś był nową koleżanką Sherilla, którą poznał tego dnia. - No i Einar nie był jakoś specjalnie dla niej miły. - Tego można było się spodziewać - Miałem mu dać po gębie, ale tak mu się odszczekała, że zrobiło mu się głupio - opowiedział i roześmiał się, widocznie na wspomnienie miny chłopaka. - Później spotkałem Lei w nocy już po imprezie w Pokoju Wspólnym i mnie przepraszała. Jak przyszedł jej pijany chłoptaś, to zaczął mi grozić żebym uważał - dopowiedział, przewracając oczami z zażenowania. Akurat kogo jak kogo, ale jego Alex się nie bał. Dean wcale mu się nie dziwił. Einar potrafił tylko dużo mówić, nic więcej.
- Tak, jego groźby są na prawdę przerażające – zakpił. - Czuje, że jesteś dla niego rywalem. To dobrze. Znaczy, że Leila cię lubi - uśmiechnął się ciepło do przyjaciela. - Skoro mieliście swój moment sam na sam to nie był to stracony wieczór. - Rzucił w niego poduszką, aby się zemścić, wykorzystując moment zaskoczenia. - A teraz proszę cię o przyjacielską pomoc, pozwól mi dojść do siebie i porozmawiajmy później. Idę pod prysznic. - czuł jak bardzo śmierdzi od niego alkoholem. Ale mógł być z siebie dumny. Informacja o jego zaskakującym wyczynie nadawałaby się do „Śnieżynki”, szkolnej gazety, w której znajdował się niezwykle trafiony dział plotek. W końcu to co zrobił poprzedniego wieczoru to nie lada wyzwanie i było to warte nawet tego, że sam nie pamięta swojego tryumfu.