„Zapraszam na rozmowę indywidualną przed rozpoczęciem zajęć. Adalia Coldness, Dyrektor Snowhange.”
Dean wpatrywał się w mały kawałek pergaminu, który otrzymał parę chwil wcześniej od małej, szarej sowy. Dobrze wiedział o co chodzi i na jaki temat będzie rozmowa. Dyrektorka pewnie zrobi mu wykład na temat teleportacji i wagarów. Miał tylko nadzieję, że nie wie o pożyczonym samochodzie, ani o alkoholu. Czy może zostać za to zawieszony? No cóż, musiał naszykować się na szlaban – to było pewne. Wolałby tylko żeby jego mama nie dowiedziała się niczego na ten temat. Jednak, znając dyrektorkę nie miał na co liczyć.
Ziewnął szeroko i wstał z łóżka. Przeczesał ręką włosy i wyszedł z dormitorium. Im szybciej pójdzie do dyrektorki, tym szybciej będzie miał to z głowy. Nie pierwszy raz musiał ją odwiedzić, więc wiedział czego może się spodziewać. Trochę chłodnych, przeszywających spojrzeń, surowego głosu, grania na sumieniu i tego typu rzeczy. Rozmowa najszybciej kończyła się jeśli dyrektor Coldness przytakiwało się na wszystko co powie. I tak miał zamiar zrobić.
Brunet nie czuł się najlepiej. Po wczorajszym dniu czuł się osłabiony, nos miał cały czerwony, a oczy przekrwione. Ciągle kichał i smarkał. Teraz żałował, że wychodząc do miasta nie wrócili się z Deą po kurtki i szaliki. Jednak, będąc razem nigdy nie myślą logicznie i nie mają za grosz odpowiedzialności. Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba teraz swoje odchorować.
- Oooo, kogo my tu mamy, Rudolf Czerwononosy ! – zobaczył Deę, idącą z naprzeciwka. Widać ona też dostała list od ich szanownej dyrektorki. Dziewczyna także nie wyglądała najlepiej. Oczy miała podkrążone, twarz bladą, a nos chyba jeszcze bardziej czerwony niż on sam. Oczywiście nadal wyglądała uroczo, jak to Dea Lagerloff. Uśmiechnął się do niej szeroko i kiedy zamierzał odpowiedzieć jej równie zgryźliwe drzwi od gabinetu pani Coldness otworzyły się.
- Zapraszam. – Usłyszeli zimny głos dyrektorki. Dean spojrzał na Deę i przewrócił oczami. Był już przyzwyczajony do tego tonu. Chyba za często tu wpadał w odwiedziny. Mama się nie ucieszy, że znów tu jest.Gabinet dyrektorki wyglądał tak jak zawsze. Pedantyczny porządek, ani jednego pyłku kurzu. Dean miał wrażenie, że nawet pióro leży zawsze w tym samym miejscu. Białowłosa, szczupła kobieta siedziała przy biurku i patrzyła na nich surowo. Jej oczy były zimnego, jasnoniebieskiego koloru.
- W tej szkole nie ma tolerancji dla tak bezmyślnych wybryków – zaczęła dyrektorka niezmiennym, surowym głosem. Dean wpatrywał się w biurko jakby było coś w nim interesującego. - Nie wiem, jak mogliście okazać się tak skrajnie odpowiedzialni! Teleportacja przed ukończeniem kursu, nie wiem, skąd przyszło wam do głowy takie wariactwo. Czy wy w ogóle zdawaliście sobie sprawę z fizycznych konsekwencji? Mogliście się rozszczepić! – Adalia Coldness mówiła coraz bardziej dobijającym głosem. Chłopak miał nadzieję, że nie potrwa to długo. Dobrze wiedział jakie były konsekwencje i raczej kobieta nie powie mu nic nowego. - Że już nie wspomnę o konsekwencjach prawnych! A do tego ucieczka z lekcji. Poza tym pracownicy ministerstwa musieli modyfikować pamięć dwóch mugoli, którym wydawało się, że dwoje nastolatków otwiera luksusowy samochód drewnianym kijem. Skandal! – Dean uśmiechnął się lekko pod nosem. Wycieczki samochodem akurat nie miał zamiaru żałować, bo była to dobra zabawa. Uwielbiał przedmioty pochodzenia mugolskiego. Było to nieporadne radzenie sobie bez magii. Jednak Dean doceniał ich kreatywność. Dea, siedząca obok zaczęła głośno kaszleć, choć Dean od razu domyślił się, że próbuje zamaskować atak śmiechu. Rzucił jej wesołe spojrzenie. - Minus pięćdziesiąt punktów i szlaban. Już wystosowałam odpowiednie pismo do waszych rodziców. Cain, możesz odejść. – I przepadło. Jego matka pewnie już o wszystkim wie. Miał nadzieję, że nie będzie znów reagować tak rozpaczliwie jakby świat się kończył. Chyba już powinna się przyzwyczaić, że po jej synu wszystkiego można się spodziewać. Właściwie to trochę jej współczuł, nie chciałby mieć takiego syna jak Dean Cain.
Kiedy wstawał poczuł rozpaczliwy wzrok Dei na sobie. Widać bała się konfrontacji z dyrektorką sam na sam. Nic jednak nie mógł dla niej zrobić, więc uśmiechnął się do niej przepraszająco i wyszedł z gabinetu. Na szczęście nie było tak źle. Szlaban to nie najgorsza sprawa, nawet jeśli ma trwać miesiąc, ale wiedział, że w towarzystwie Dei będzie wesoło, bo z nią nigdy się nie nudził.
***
Zaraz po lekcjach Dean postanowił odwiedzić Melody. Nie widzieli się prawie całe wakacje, a w tym roku szkolnym też nie mieli za wiele czasu do rozmowy. Nie miał żadnych planów na popołudnie i miał nadzieję, że je jego przyjaciółka też nie. Bardzo się za nią stęsknił. Zapukał do damskiego dormitorium Placidusa i nie czekając na odpowiedzieć wszedł do środka. Miał nadzieję, że nie dostanie w twarz na przywitanie od którejś z współlokatorek Melody. Zajrzał do środka i zobaczył tylko ją i jej przyjaciółkę Alexię, którą chyba pierwszy raz widział bez książek w rękach.
- O, Dean! - Melody uśmiechnęła się, gdy go tylko zobaczyła i wstała, żeby przytulić się na przywitanie.
- Cześć, mała! - objął dziewczynę, ciesząc się, że ją zastał. Następnie uśmiechnął się do jej współlokatorki - Alexia, tak? – zagaił. Chyba najwyższy czas by się oficjalnie poznać.
Szatynka spojrzała na niego delikatnym, szczerym wzrokiem. W jej oczach można było odnaleźć spokój i prawdziwość. Dziewczyna wyglądała bardzo uroczo. Wcześniej nigdy się jej nie przyglądał, a była to naprawdę ładna dziewczyna.
- Owszem, Alexia.- przytaknęła - A ty to... Dean?
- Tak, dokładnie. Dean Cain we własnej osobie. - Mrugnął do niej. - To co dziewczyny porabiacie w tak piękny dzień? - Spojrzał raz na jedną dziewczynę, raz na drugą.
- Ja się właśnie szykuję na spotkanie, więc zostawiam was na chwilę samych. - Uśmiechnęła się tajemniczo Melody i zniknęła w łazience. Dean spojrzał pytająco na Alexię, ale widać ona wiedziała tyle co on. - Tylko bądźcie grzeczni! – po chwili wychyliła się z łazienki i krzyknęła żartobliwie.
Dean popatrzył na Alexię i widać było, że słowa Melody ją zawstydziły. Chyba nawet po tylu latach nie przyzwyczaiła się do perfidności Viviere. Dziewczyna była bardzo zmieszana. Dean czuł się jak intruz, który wkradł się w jej prywatny świat. Chyba nie lubiła zostawać sam na sam z osobami, które ledwo znała. Szatynka wpatrywała się w podłogę, miał wrażenie, że trochę się go boi.
- Jesteś przyjacielem Melody? – zapytała nagle.
Dean uśmiechnął się rozbawiony. Dziewczyna usilnie próbowała coś powiedzieć, a jej czerwone policzki wyglądały w tym momencie bardzo uroczo.
- Tak, jestem. - Usiadł na łóżku Melody, patrząc na dziewczynę. - A ty przyjaciółką z tego co wiem. - Bardziej stwierdził, niż zapytał. - Nie wiesz, gdzie ona się tak szykuje? – zapytał, pokazując ręką na drzwi od łazienki. Dziewczyna odwróciła głowę, by spojrzeć w pokazywanym przez Deana kierunku.
- W sumie to sama nie wiem, ale wszyscy lubią dobrze wyglądać - rzekła, uśmiechając się szerzej niż wcześniej. Widać było, że czuje się coraz pewniej i zaczyna zachowywać się normalnie. Dean już dawno nie spotkał osoby, która byłaby aż tak bardzo nieśmiała. Zwłaszcza w jego towarzystwie, bo raczej nie był osobą, z którą ciężko jest rozmawiać.
- Widać po tobie. - Skwitował krótko i uśmiechnął się do niej po raz kolejny. Chciał by dziewczyna się jeszcze bardziej ośmieliła i zachowywała się całkowicie naturalnie, bo wydawała się bardzo interesującą osobą.- Nie często cię widać na szkolnych korytarzach po lekcjach. - Skomentował. - Gdzie się tak zawsze ukrywasz?
- Zazwyczaj w bibliotece, wiesz, takie ciche miejsce, gdzie jest dużo ciekawych książek. - odrzekła, wybuchając przy tym śmiechem, uświadamiając sobie, jak to niezgrabnie ujęła, ale też dla rozluźnienia atmosfery, która dla niej, znowu stała się napięta. Lecz czuła, że chłopak nie czuje się w jej towarzystwie tak nieswojo jak ona. Chyba miała go za takiego, który nie za wiele wie o bibliotece. I w sumie chyba miała rację.
- To muszę częściej odwiedzać bibliotekę – powiedział. Miał nadzieję, że dziewczyna nie weźmie go za jakiegoś taniego podrywacza. Nic takiego nie miał na myśli, ale chyba za dużo sobie pozwalał przy tej dziewczynie. Była trochę jak delikatna porcelana, którą, gdy za mocno ściśniesz to pęka.- Sam nie za często tam bywam - przyznał szczerze.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego. Pewnie w głębi duszy uważała go za jakiegoś niezbyt mądrego głupka, który nie ma żadnych ambicji.
- Możemy się kiedyś przejść razem. – zaproponowała.
-Jeśli obiecasz, że będzie ciekawie - zaśmiał się lekko. Chyba jednak nie było z nim tak źle, skoro usłyszał taką propozycję z jej ust.- Ale w takim towarzystwie, to chyba wszędzie jest ciekawie - dodał po chwili zanim zdążył pomyśleć o czym w ogóle mówi. Dziewczyna zarumieniła się jeszcze bardziej i widać, że mocno się speszyła. Miał wrażenie, że przy tej dziewczynie musi uważać na to co mówi, bo była trochę jak takie małe strachliwe zwierzątko, co było całkiem słodkie.
Sytuację uratowała Melody, która właśnie wyszła z łazienki. Rozejrzała się i powiedziała:
- Widzę, że byliście grzeczni - zaśmiała się. - Dean, wpadłeś bez zapowiedzi i nie mogę ci poświęcić dzisiejszego dnia, ale przynajmniej mnie odprowadzisz, co? - pociągnęła go za rękę.
Dean spojrzał tylko na Alexię, uśmiechnął się delikatnie i zasalutował jej ręką na pożegnanie. Miał nadzieję, że jeszcze będzie miał szansę się z nią spotkać i pokazać, że wcale nie jest tak straszny jak jej się wydaje, bo czuł, że nie zaprezentował się jej zbyt dobrze.
***
- Szlaban z Deą Lagerloff? – skrzywiła się Melody. – Do czego ta dziewczyna znów cię namówiła?
Dean westchnął lekko. Wiedział, że Melody i Dea za sobą nie przepadały, wręcz nienawidziły, ale obie były jego przyjaciółkami, więc musiały czasem o sobie posłuchać. Choć kiedy wspomniał tylko o Lagerloff przy Melody to od razu stawała się agresywna.
- Do niczego mnie nie namówiła. Po prostu dobrze się razem bawiliśmy. – Czuł jakby się tłumaczył mamie. Jeśli chodzi o Deę to Viviere była bardzo cięta. Kiedyś nawet się lubiły, ale od pewnego dnia nie rozmawiają ze sobą i nikt nie wie z jakiego powodu. Dean wiedział tylko tyle, że stało się coś okropnego, le żadna z nich nigdy nie chciała rozmawiać na ten temat. Najprawdopodobniej nigdy się nie dowie o co chodziło.
Cain postanowił zmienić temat:
- Więc gdzie tak zmierzasz? – zapytał.
- Umówiłam się – odpowiedziała krótko.
Dean uniósł brew do góry. Ostatnio z Melody ciężko było cokolwiek wyciągnąć. Ciągle gdzieś chodziła, ale nikt nie wiedział gdzie, nie miała na nic czasu, wiecznie się spieszyła. Nie lubiła mówić co u niej. Zaczynał się o nią trochę martwić, ale wiedział, że naciskając nic z niej nie wyciągnie. Miał tylko nadzieję, że nie wpakowała się w żadne kłopoty.
- Z kim?
Melody spojrzała na niego krzywo. Chyba poirytowała ją jego dociekliwość.
- Z koleżanką. – Zatrzymała się i przytuliła się do niego. – Muszę już iść. Do zobaczenia!
Brunet nic nie zdążył powiedzieć, a dziewczyny już nie było. Westchnął lekko i ruszył w kierunku Feroxa. Skoro Melody go zostawiła, to nie miał za bardzo co ze sobą zrobić. Może odrobi lekcje? Dawno tego nie robił! Zaśmiał się do siebie pod nosem. Musiało mu się naprawdę nudzić skoro w ogóle o tym pomyślał. Jeszcze trochę i z własnej woli wybierze się do biblioteki!
Postać, o której jest opowiadanie jest fikcyjna, lecz całkowicie moja, a wizerunku udziela jej Josh Hartnett.
Konstruktywna krytyka mile widziana!
Enjoy.
Dean Cain nie potrafi usiedzieć w miejscu. Zazwyczaj wszędzie go pełno, zawsze tam gdzie coś się dzieje można go spotkać. Mimo to nie jest osobą głośną i hałaśliwą, której ma się aż dosyć. Lubi spontaniczność, zabawę i towarzystwo ludzi. Spędza dużo czasu na rozmowach, zazwyczaj niezbyt poważnych i niekoniecznie inteligentnych. Nie oznacza to jednak, że taki nie jest. Potrafi ze wszystkiego żartować i robić innym kawały - dla zabawy, bądź nawet z nudów. Rzadko jest poważny, raczej wszystko co mówi brzmi żartobliwie, bądź ironicznie.
Dzięki swojej urodzie i podejściu do życia ma powodzenie u dziewczyn, jednak nie jest tym za bardzo zainteresowany. Nie szuka dziewczyny na chwilę, a wręcz nie szuka jej wcale. Póki co nie czuje potrzeby związania się z nikim, zwłaszcza, że związek "przytłaczałby" jego charakter. Co nie zmienia faktu, że z płcią przeciwną potrafi się dogadać bardzo dobrze.
Dean ma też swoją inną stronę, lecz niewiele osób go od tej strony zna - potrafi być poważny, słuchać o problemach swoim przyjaciół i dobrze im doradzać. Jest lojalny, szczery i pomocny. Jednak żeby poznać go od tej strony trzeba sobie na to zasłużyć, a jeśli już otwiera przed tobą duszę i serce to znaczy, że ufa ci bezgranicznie.
Dzięki swojej urodzie i podejściu do życia ma powodzenie u dziewczyn, jednak nie jest tym za bardzo zainteresowany. Nie szuka dziewczyny na chwilę, a wręcz nie szuka jej wcale. Póki co nie czuje potrzeby związania się z nikim, zwłaszcza, że związek "przytłaczałby" jego charakter. Co nie zmienia faktu, że z płcią przeciwną potrafi się dogadać bardzo dobrze.
Dean ma też swoją inną stronę, lecz niewiele osób go od tej strony zna - potrafi być poważny, słuchać o problemach swoim przyjaciół i dobrze im doradzać. Jest lojalny, szczery i pomocny. Jednak żeby poznać go od tej strony trzeba sobie na to zasłużyć, a jeśli już otwiera przed tobą duszę i serce to znaczy, że ufa ci bezgranicznie.
11.08.2013
7.07.2013
03. Po prostu przyjaźń.
Wiem, że mnie tu długo nie było, ale mam zamiar wszystko nadrobić. Mam nadzieję, że się spodoba.
Dla Snowhange.
Dean Cain każdego dnia przeżywał katusze, musząc podnieść się z łóżka o tak wczesnej porze. Nie był rannym ptaszkiem i dlatego problemem dla niego było wstać przed dziesiątą. W wakacje oczywiście przestawił się na tryb śpiocha i teraz było jeszcze trudniej wstawać na śniadanie. W szkole nie było tak, że nie lubi lekcji, sprawia mu to trudność, żeby w nich uczestniczyć. Jedynym problemem szkoły było właśnie wstawanie rano. Gdyby nie Alex to pewnie zasypiałby praktycznie codziennie.
Szedł korytarzem, zmierzając na śniadanie praktycznie z zamkniętymi oczami. Mimo, że jego ciało było zmuszone do pobudki to jego mózg jeszcze spał i nie zamierzał szybko się obudzić. Właśnie ziewał z szeroko otwartymi ustami, kiedy poczuł, że ktoś stoi za nim i chyba próbuje zasłonić mu oczy.
- Dean Cain - usłyszał głos o nieudolnym surowym tonie i rozpoznał jego właścicielkę. Uśmiechnął się szeroko i odwrócił się w stronę Dei Lagerloff, jego przyjaciółki. Dziewczyna była w tym samym wieku co on i także mieszkała w Feroxie. Piękna dziewczyna, która mogła mieć każdego i wszystko co chciała. Potrafiła walczyć o swoje, choć czasem nie do końca wierzyła w siebie i to Dean w niej najbardziej cenił. Że jest kobietą silną, lecz nie zawsze samowystarczalną. Wtedy czuł, że jest jej potrzebny. Kiedy byli razem zawsze było wesoło, nigdy się nie nudzili i zapominali o całym bożym świecie. Z nikim nie śmiał się tyle co z nią. Mogli rozmawiać o wszystkim, być sobą i zachowywać się jak tylko im się podobało i nigdy nie było między nimi niezręcznie.
- Tak, słucham? - zapytał, udając przestraszonego i skruszonego. Wyciągnął ręce do przyjaciółki i objął ją mocno. Wydawała się mniejsza i bardziej krucha niż zwykle. - Zgubiła pani obcasy? - zażartował sobie z niej. Zawsze lubił jej dokuczać pod tym względem. Większość zawsze powtarzało jej, że jest wysoka, ale dla niego była małym krasnoludkiem.
- Nawet obcasy nie pomagają - poskarżyła się ze smutkiem w głosie. Widać było jednak, że wcale się tym nie przejęła. - Jesteś wielki jak goryl, muszę znaleźć jakiś dobry sposób, żeby cię okiełznać - dziewczyna zamyśliła się jakby nad czymś głęboko się zastanawiała. Dean zaśmiał się i już z niecierpliwością czekał na kolejny szalony pomysł Dei Lagerloff. Już wiedział, że dzisiejszy dzień nie będzie zwyczajny Nawet nie zwrócił uwagi na to kiedy zapomniał o swoim ciepłym łóżku, które tego ranka było jego jedynym marzeniem. - A teraz cię porywam, co ty na to? - zapytała, śmiejąc się radośnie i nie czekając na odpowiedź złapała go za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia z zamku. Dean wzruszył ramionami i nie stawiał żadnych oporów. Nie miał ochoty dzisiaj marnować dnia na zajęcia. Propozycja przyjaciółki była dużo ciekawsza.
- Pamiętaj, że mnie się nie da okiełznać – odparł żartobliwie, mrugając do niej okiem. - A gdzie mnie porywasz, moja droga? - zapytał, zakładając jej rękę na ramię i przygarniając do siebie. To co lubił w dziewczynach to przede wszystkim to, że przy nim są takie malutkie.
- W jakieś odludne miejsce - przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią. Chyba sama nie do końca wiedziała gdzie chce iść. Zaczęła szukać czegoś w torbie i Dean od razu uśmiechnął się kiedy zobaczyć pół litrową butelkę Ognistej Whisky. - Tak, masz rację, zamierzam cię upić i wykorzystać – zaśmiała się, wychodząc z zamku. Cain właściwie nawet o to się nie martwił. Dea była zbyt słaba, żeby go wykorzystać. Prędzej on by wykorzystał ją.
- Oooo! - Brunet zaśmiał się na samą myśl o tym. - Wykorzystać to mnie możesz nawet bez alkoholu – dodał, uśmiechając się szeroko i potarł lekko drżącą z zimna rękę Dei. Na dworze nie było zbyt ciepło, a oni nie byli ubrani zbyt odpowiednio. Może to dlatego, że wcale tego nie planowali. - Ale alkohol się przyda. Przynajmniej będzie nam cieplej. - Spojrzał troskliwie na przyjaciółkę, która chyba nie zwracała uwagi na to, że jest jej zimno.
- Mi zima niestraszna – powiedziała buntowniczym tonem. Jej silny charakter i chęć bycia niezależną odezwał się w niej, lecz chyba ramię, które ją grzało, aż tak jej nie przeszkadzało, bo wcale go nie odepchnęła. - Patrz, ma mnie co grzać – wyjaśniła, szturchając palcem wskazującym wyimaginowane wałki tłuszczu na brzuchu. Dean westchnął tylko, bo wiedział, że dziewczyna i tak mu nie uwierzy jeśli jej powie, że wcale nie ma tam ani grama tłuszczu. Jednak tak działały dziewczyny i Dean już się z tym pogodził. - No i mam jeszcze ciebie! - dodała z entuzjazmem. - Nareszcie się na coś przydasz, a teraz czyń swoją powinność - nakazała, wciskając mu w rękę butelkę whisky.
- Muszę o ciebie zadbać - dodała po chwili. - Tęskniłam
Dean przechylił butelkę i napił się potężnego łyka. Czuł jak w klatce piersiowej rozchodzi się ciepło ognistego napoju i poczuł ulgę. Mu też nie było zbyt ciepło.
- Ja też tęskniłem – odpowiedział, zakręcając butelkę. - Ale skąd tyle tęsknoty w tobie, kochana? Aż tak bardzo zamieszałem ci w głowie? - zażartował, ukazując światu szereg białych zębów. Wiedział, że do Lagerloff może powiedzieć coś takiego i nie będzie to odebrane jako próba podrywu. To było w ich relacji najpiękniejsze.
- Nawet nie wiesz jak - dziewczyna roześmiała się jeszcze bardziej. - Poza tym jesteś gwiazdką tabloidów! Litr w dwie minuty, doprawdy! Próbuję się ogrzać w twoim blasku - zażartowała, szturchając go biodrem i posyłając mu oczko.
- Widzę, że moja sława mnie wyprzedza - roześmiał się, wracając wspomnieniami do pamiętnego zakładu, opisanego na łamach „Śnieżynki”. Mimo jakie było mało ambitne to wydarzenie to z pewnością łechtało jego dumę. - Żałuj, że tego nie widziałaś! Choć ja też nie bardzo pamiętam. - przyznał szczerze, upijając jeszcze łyk alkoholu i podając butelkę Dei. - Jeśli chcesz to dam ci autograf. - Uśmiechnął się szeroko.
Dea wypiła trochę i zastanowiła się przez chwilę.
- Autograf? - powtórzyła po nim zdziwiona, unosząc do góry jedną brew. - Tak. Nie. Może... - rozmyślała na głos, jakby to było coś istotnego. - Szczerze mówiąc, wolałabym sobie wytatuować twoją podobiznę - zdecydowała poważnym głosem jak jakaś szalona fanka sławnego artysty, a następnie roześmiała się otwarcie.
- W sumie nie najgorszy pomysł – przyznał i zamyślił się również udając poważnego. - Taka wielka moja twarz na całych twoich plecach – uściślił, przymykając oczy, żeby sobie to wyobrazić. - Może to wyglądać całkiem dobrze.
- Ta, prawdziwe arcydzieło! Mógłbyś to sobie wpisać do CV - podsunęła mu pomysł, uśmiechając się do niego radośnie. Ciekawe czy pomogłoby mu to w dostaniu pracy? - A teraz mógłbyś mnie wziąć na swoje wielkie, gwiazdorskie plecy i teleportować nas do ciepłej knajpy w sąsiedztwie, co? - zapytała błagalnym tonem, patrząc na niego oczami błyszczącymi nadzieją.
Zawsze robili coś nie do końca moralnego, nie do końca dobrego i nie do końca bezpiecznego. Dea podsunęła ten pomysł bez cienia wątpliwości, mimo, że nie mieli jeszcze pozwolenia na teleportację, tak na prawdę nie do końca umieli to zrobić i mogli mieć z tego duże problemy, lecz dziewczyna patrzyła na niego z takim zaufaniem i pewnością, że nie mógł jej zawieść.
- Wskakuj! - powiedział, gdy przekroczyli granicę barier ochronnych zamku.
***
Udało im się. Lekcje teoretyczne z tatą jednak na coś mu się przydały. Od dawna marzył, żeby móc już się teleportować, mimo, że ojciec nie byłby z niego raczej dumny. Pewnie uznałby go za nieodpowiedzialnego i czułby się zawiedziony, że jego jedyny syn jest takim nieuważnym małolatem. Jednak takie jest życie i takie są prawa młodości.
Miasteczko Gothab było skąpane w śniegu i porannej krzątaninie mieszkańców. Z hukiem wylądowali na głównej ulicy, tuż przy wejściu do Zbrukanej Wiedźmy. Był to pub, w którego podziemiach było przejście do czarodziejskiej części miasta. W tym czarodziejskim miasteczku mogli spędzać wolny czas, który mieli w Snowhange. Jednak oni nie mieli zamiaru iść do świata czarodziejów, zbyt duże ryzyko, że ktoś ich zobaczy i dostaną szlaban.
- Pani przodem – Dean otworzył ciężkie, dębowe drzwi i wpuścił dziewczynę do środka. Było tam niesamowicie ciepło i to właśnie tam postanowili się ogrzać.
- Dobry chłopiec - Dea poklepała go po klatce piersiowej. - Gentelman. Najlepsza partia w mieście - wymieniała, rozsiadając się w zacisznym rogu, gdzie mogli dopić resztki whisky, smętnie wirujące na dnie butelki. Barman łypał na nich spod byka, ale póki co nie miał zamiaru na razie do nich podchodzić. Dean rozejrzał się po lokalu. Było tu pusto, smętnie i obskurnie. W ciszy słychać było tylko szumy mugolskiego radia, którego słuchał ten niezbyt przyjemny barman.
- Boję się, że twoje fanki mogą mnie zaatakować - wyznała po chwili szeptem Dea, nachylając się w jego stronę, żeby nikt inny tego nie słyszał.
Dean podchwycił temat i także pochylił głowę w jej stronę.
- Nie bój się. Chyba żadna nas nie śledziła – oznajmił, obracając się niby dyskretnie to w jedną, to w drugą stronę w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia. - Jesteśmy bezpieczni – stwierdził w końcu i teatralnie odetchnął z ulgą. Po chwili rozczochrał włosy Dei, tworząc na nich artystyczny nieład. Dea nie mogła się powstrzymać i zachichotała na połowę lokalu. Barman był coraz bardziej zniecierpliwiony. Pewnie zaraz ich stąd wyrzuci.
- Chcę zrobić coś szalonego - stwierdziła nagle Dea, podnosząc się do stania i opierając obie dłonie na jego ramionach. - Bezpieczeństwo nie jest moją mocną stroną. Twoją też nie - oceniła sceptycznie, patrząc na niego tak, jakby szykowała się do wygłoszenia długiego wykładu, ale w ostateczności zmieniła zdanie. - Poza tym mój bohater wrócił, dzisiaj znowu jestem dziewczyną Supermana! - wykrzyknęła entuzjastycznie, śmiejąc się lekko i szturchając go w bok. Dean także się roześmiał.
- Superman ma wspaniały pomysł. - Złapał ją za rękę i wyprowadził ją na dwór, nie zwracając uwagi na patrzącego na nich dziwnie barmana. Przynajmniej obyło się bez konfrontacji. - Zabieram cię na przejażdżkę moją superbryką – Dean rozglądał się za jakimś mugolskim samochodem. Wszystko było zasypane śniegiem.- Tylko nie wiem gdzie ona jest - zamyślił się. Dea roześmiała się na cały głos.
- Ukradli! - zawołała, udając przerażenie. - Superman bez superbryki nie będzie już tym samym supermanem - powiedziała smutno, ale po chwili wyciągnęła różdżkę, rozejrzała się czy nikt nie patrzy i zawołała:
- Wiem! Accio superbryka!
Oboje zdziwili się, kiedy dotoczył się do nich jeden ze stojących w pobliżu mugolskich samochodów. Dean spojrzał na Deę i wzruszył ramionami. Stwierdził, że nie można zmarnować takiej okazji. Podszedł do auta i także wyciągnął różdżkę.
- Alohomora! - wykrzyknął, otwierając dziewczynie drzwi. - Zapraszam do środka – rzucił szarmancko, a Dea wyszczerzyła się radośnie. Dean usiadł za kierownicą i zapiął pasy. W końcu najważniejsze jest bezpieczeństwo! Machnął różdżką jeszcze raz i samochód odpalił.
- Dobra, dawaj, pokaż co potrafisz - Dea rzuciła prowokacyjnym głosem, a Dean to podchwycił. Potrafił jeździć samochodem. Miał wielu kolegów z mugolskich rodzin, z którymi w każde wakacje zaliczał niezłe wycieczki.
- Trzymaj się mała, bo to będzie szybka jazda – zapowiedział, wyszczerzając zęby.
Patrzył na szczęśliwą Deę, cieszącą się jak mała dziewczynka, która dostała nową lalkę. Uwielbiał kiedy w jej oczach pojawiało się to dziecięce zaufanie i radość, które wynikały całkiem z niczego. Lubił kiedy była szczęśliwa i lubił być tym, dzięki któremu była. Cieszył się, że ma taką przyjaciółkę jak ona. Lubiła go takim jakim jest, nigdy nie krytykowała, nigdy nie oceniała, zawsze po prostu była.
11.03.2013
02. Nowy rok, nowe początki.
Z dedykacją dla Lei, bo chyba zrobiłam z jej Leilanii tyrana. Nie gniewaj się!
Nowy
rok szkolny rozpoczął się dla Deana Caina bardzo intensywnie. Poczynając od pamiętnej, a raczej nie pamiętanej
imprezy powitalnej, po której w „Śnieżynce” ukazała się adnotacja na temat jego
wyczynu, co oczywiście było powodem do dumy. Nawet to, że kaca musiał leczyć
przez tydzień i udawać, że zna osoby, których twarzy w ogóle nie miał w pamięci
nie przeszkadzało mu, aby szczycić się swoim wyczynem. Przynajmniej ma paru
nowych ciekawych znajomych, dzięki czemu w tym roku może być jeszcze lepiej.
Kto wie?
Poniedziałek,
który dla bruneta jest najgorszym dniem tygodnia stał się w tym semestrze
jeszcze gorszy ze względu na nawał lekcji jakie miał tego dnia. Zaczynał
niestety o 8 rano, co nie było zbyt łatwe po tak intensywnym balowaniu po
przybyciu do Snowhange. Na szczęście pierwszym przedmiotem tego dnia były „Zaklęcia”
prowadzone przez profesor Florin, która była średniego wzrostu blondynką, a jak
wiadomo Deanowi bardzo blondynki się podobały, także można powiedzieć, że droga
pani nauczycielka była pozytywnym akcentem tego okropnego poniedziałku.
Dean
z niecierpliwością czekał do trzeciej lekcji, aby wreszcie spotkać swoją
najlepszą przyjaciółkę Melody. Dziewczyna była w tym samym wieku co on, ale
mieszkała w Placidusie. Znali się od urodzenia, byli sąsiadami i od małego
dobrze się dogadywali. Wiedzieli o sobie praktycznie wszystko i rozumieli się
doskonale mimo, że często się kłócili ze względu na burzliwy charakter Viviere.
Dean śmiał się, że nigdy nie da się przewidzieć jaki humor będzie miała
dziewczyna, ani jak zareaguje na coś co brunet zrobi. Znali się tyle czasu, ale
do tej pory nie udało mu się opanować jej do końca. Jednak Melody nie spędziła
zbyt wiele czasu w domu, więc nie mieli okazji w wakacje się sobą nacieszyć,
także Dean strasznie stęsknił się za dziewczyną. Kiedy zbliżał się do Sali, w
której rozpocząć miała się transmutacja widział już jej drobną, pozornie
delikatną figurę. Stała ze swoją koleżanką z Placidusa Alexią, którą Dean miał
już okazję poznać, ale mimo tylu lat w Snowhange niezbyt blisko. Jednak
wydawała się być miłą dziewczyną. Zaszedł Viviere od tyłu, objął ją w pasie i
okręcił w powietrzu.
- Dean! – zawołała radośnie dziewczyna –
Jak miło cię widzieć! – objęła go mocno i pocałowała w policzek.
- Ciebie też, mała. – Cain odwzajemnił
uścisk. Dziewczyna była taka drobna, że czuł jakby obejmował małe dziecko. Kto
by pomyślał, że w tak małym ciałku może mieścić się tyle odwagi, pewności
siebie i siły?
- Brakowało mi ciebie na wakacjach. – Uśmiechnęła
się. – Bez ciebie to nie to samo. Nie miał mnie kto pilnować. – Mrugnęła do
niego żartobliwie.
Dean zaśmiał się. Zazwyczaj, kiedy
robili coś głupiego to nawzajem się do tego popychali zamiast pilnować się. Zwłaszcza, gdy chodziło o alkohol. Przy sobie stawali się nieodpowiedzialnymi
dzieciakami, ale to właśnie w tym im się podobało.
- To ty mnie opuściłaś. – Brunet zrobił
smutną minę. – Dlaczego nie było cię na powitalnej imprezie w Feroxie?
Obiecałaś, że będziesz. – Chłopak pokiwał jej palcem.
- Nie wyrobiłam się. – Zbyła go. Dean
nie naciskał. Wiedział, że na Melody to nie działa. Jak będzie chciała
powiedzieć to powie. Nic na niej nie wymusi, a uzyska raczej przeciwny efekt. –
Ale wpadnę dzisiaj wieczorem to pogadamy – obiecała.
- Trzymam za słowo. – Cain uśmiechnął
się radośnie i na tym ich rozmowa się skończyła, gdyż pojawił się ich
nauczyciel, który otworzył salę.
Nie
minęło wiele dni, kiedy to Leilanii Lee, niespełniona miłość najlepszego przyjaciela
Deana – Alexa, a zarazem ich koleżanka z klasy, domu i kapitan ich drużyny
Qiudditcha zarządziła pierwszy trening, który miał ich przygotować do
pierwszego w tym roku meczu z Honestusem. Cain uważał, że nie ma się czym
przejmować, bo bez problemu pokonają ich drużynę, ale z całą pewnością cieszył
się na trening. Uwielbiał grać, świetnie czuł się na miotle i wcale się nie
chwaląc, uważał siebie za świetnego ścigającego.
Mieli za chwilę wejść na boisko, aby
rozruszać się po długich wakacjach, ale najpierw musieli wysłuchać przemowy panny
Leilaniii, która według Deana była wiecznie zbyt spięta i potrzebowała chyba
porządnego masażu na rozluźnienie. Dziewczyna po prostu była zbyt ambitna i
wszystko traktowała bardzo poważnie. Mimo, że była bardzo sympatyczną
dziewczyną to Dean czuł, że raczej nie traktowała go zbyt serio i nie podobał
się jej jego beztroski styl życia.
- Mamy niecały miesiąc, żeby przygotować się do pierwszego meczu. – Blondynka stukała obcasem w podłogę, patrząc na nich wszystkich surowym wzrokiem. - Ósmego października gramy z Honestusem i liczę na to, że zwyciężymy. – Dean uśmiechnął się pod nosem. On nie miał nadziei, on nie widział innej opcji. - Ale żeby tak się stało przez te kilka tygodni musimy zacisnąć zęby i trenować ciężej niż Niedźwiedzie. – Brunet przytaknął. Im więcej tym lepiej dla niego. - A teraz bierzemy się w garść i do roboty.
Dean razem z Alexem szli w milczeniu w stronę boiska. Czuli, że pani kapitan da im dzisiaj popalić, a raczej nikt po wakacjach nie czuł się w pełni sił do intensywnej pracy. Po chwili zrównała się z nimi Randi, dziewczyna, która wraz z Alexem grała na pozycji pałkarza. Jej chłopakiem był ich współlokator Martin. Oboje byli tak różni, że aż ciężko było pomyśleć, że mogą stworzyć tak dobrze dobraną parę.
- Coś czuję, że nie przeżyjemy do tego pierwszego meczu - powiedziała do nich cicho.
Alex uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Dean wiedział, co przyjaciel myśli na ten temat. Pewnie uważa, że Leilanii robi to wszystko dla ich dobra i tak naprawdę jest z niej spokojny i delikatny aniołek. Jednak to tylko z wyglądu.
- Nie przesadzaj, nie będzie tak źle - odpowiedział, spoglądając na nią.
- Jasne. Mówisz tak, bo jesteś uzbrojony w pałkę. Chyba będziemy musieli bronić resztę drużyny przed pazurami pani kapitan, a nie tłuczkami – zażartowała, a Dean roześmiał się głośno. Raczej nie wyobrażał sobie Alexandra broniącego się pałką przed Lee. Raczej oddałby ją jeszcze, aby ona okładała jego. Co ta miłość robi z ludźmi?
- Mam nadzieje, że jakby co to mnie obronicie. Ja tam nie bardzo mam czym. - spojrzał ukradkiem na kapitankę drużyny i wsiadł na miotłę odbijając się od ziemi. W powietrzu czuł się jak w domu. Już dawno nie dosiadał miotły i zapomniał już jakie to przyjemne, kiedy wiatr mierzwił mu włosy i mógł latać niczym ptak po niebie. Czasem miał ochotę wsiąść na miotłe i odlecieć gdzieś daleko, zostawiając to wszystko za sobą.
Przez pierwszą część treningu Leilanii katowała ich nudnymi zagrywkami, jakby z podstawówki. Brunet ziewnął szeroko i wypatrzył w powietrzu Sherilla. Przeleciał obok Sunnivy, ich drugiej ścigającej i podleciał do Alexa.
- Leila nie jest dzisiaj w zbyt dobrym nastroju. - Uśmiechnął się szeroko. - Trzeba ją rozweselić. Alex, masz jakiś pomysł?
Chłopak przyjrzał się chwilę dziewczynie i powiedział:
- Nie mam pojęcia – powiedział. Zamachnął się i uderzył tłuczek, który prawie uderzył Deana w głowę. Brunet odwrócił się i odetchnął z ulgą. Tak się zafascynował, aby sprawić by ten trening nie był taki nudny, że przestał się skupiać na grze.- Zawsze możemy ją nabrać na coś.
Wtedy podleciała do nich Randi, chyba myśląc o tym samym co Dean.
- Jaka nuda... - mruknęła do nich, robiąc niezadowoloną minę. Po chwili pacnęła Deana w ramię. - Gonisz! - zawołała i zaczęła uciekać po całym boisku, ignorując to, że powinna się zająć tłuczkami.
Dean od razu zareagował jakby na to tylko czekał i popędził za dziewczyną, która zataczała wielkie koło naokoło boiska. Prawie wpadł w Leilanii, która akurat tamtędy przelatywała, ale nawet nie odwrócił się, żeby ją przeprosić zbyt pochłonięty gonieniem Randi.
- Dorwę cię, Randi! - krzyknął za nią.
Dziewczyna zdążyła zatoczyć pełne koło i przeleciała pod Alexem, który akurat zajmował się tłuczkiem. Dean dotknął w ramię kolegę, przelatując obok i krzyknął:
-
Gonisz!- Mamy niecały miesiąc, żeby przygotować się do pierwszego meczu. – Blondynka stukała obcasem w podłogę, patrząc na nich wszystkich surowym wzrokiem. - Ósmego października gramy z Honestusem i liczę na to, że zwyciężymy. – Dean uśmiechnął się pod nosem. On nie miał nadziei, on nie widział innej opcji. - Ale żeby tak się stało przez te kilka tygodni musimy zacisnąć zęby i trenować ciężej niż Niedźwiedzie. – Brunet przytaknął. Im więcej tym lepiej dla niego. - A teraz bierzemy się w garść i do roboty.
Dean razem z Alexem szli w milczeniu w stronę boiska. Czuli, że pani kapitan da im dzisiaj popalić, a raczej nikt po wakacjach nie czuł się w pełni sił do intensywnej pracy. Po chwili zrównała się z nimi Randi, dziewczyna, która wraz z Alexem grała na pozycji pałkarza. Jej chłopakiem był ich współlokator Martin. Oboje byli tak różni, że aż ciężko było pomyśleć, że mogą stworzyć tak dobrze dobraną parę.
- Coś czuję, że nie przeżyjemy do tego pierwszego meczu - powiedziała do nich cicho.
Alex uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Dean wiedział, co przyjaciel myśli na ten temat. Pewnie uważa, że Leilanii robi to wszystko dla ich dobra i tak naprawdę jest z niej spokojny i delikatny aniołek. Jednak to tylko z wyglądu.
- Nie przesadzaj, nie będzie tak źle - odpowiedział, spoglądając na nią.
- Jasne. Mówisz tak, bo jesteś uzbrojony w pałkę. Chyba będziemy musieli bronić resztę drużyny przed pazurami pani kapitan, a nie tłuczkami – zażartowała, a Dean roześmiał się głośno. Raczej nie wyobrażał sobie Alexandra broniącego się pałką przed Lee. Raczej oddałby ją jeszcze, aby ona okładała jego. Co ta miłość robi z ludźmi?
- Mam nadzieje, że jakby co to mnie obronicie. Ja tam nie bardzo mam czym. - spojrzał ukradkiem na kapitankę drużyny i wsiadł na miotłę odbijając się od ziemi. W powietrzu czuł się jak w domu. Już dawno nie dosiadał miotły i zapomniał już jakie to przyjemne, kiedy wiatr mierzwił mu włosy i mógł latać niczym ptak po niebie. Czasem miał ochotę wsiąść na miotłe i odlecieć gdzieś daleko, zostawiając to wszystko za sobą.
Przez pierwszą część treningu Leilanii katowała ich nudnymi zagrywkami, jakby z podstawówki. Brunet ziewnął szeroko i wypatrzył w powietrzu Sherilla. Przeleciał obok Sunnivy, ich drugiej ścigającej i podleciał do Alexa.
- Leila nie jest dzisiaj w zbyt dobrym nastroju. - Uśmiechnął się szeroko. - Trzeba ją rozweselić. Alex, masz jakiś pomysł?
Chłopak przyjrzał się chwilę dziewczynie i powiedział:
- Nie mam pojęcia – powiedział. Zamachnął się i uderzył tłuczek, który prawie uderzył Deana w głowę. Brunet odwrócił się i odetchnął z ulgą. Tak się zafascynował, aby sprawić by ten trening nie był taki nudny, że przestał się skupiać na grze.- Zawsze możemy ją nabrać na coś.
Wtedy podleciała do nich Randi, chyba myśląc o tym samym co Dean.
- Jaka nuda... - mruknęła do nich, robiąc niezadowoloną minę. Po chwili pacnęła Deana w ramię. - Gonisz! - zawołała i zaczęła uciekać po całym boisku, ignorując to, że powinna się zająć tłuczkami.
Dean od razu zareagował jakby na to tylko czekał i popędził za dziewczyną, która zataczała wielkie koło naokoło boiska. Prawie wpadł w Leilanii, która akurat tamtędy przelatywała, ale nawet nie odwrócił się, żeby ją przeprosić zbyt pochłonięty gonieniem Randi.
- Dorwę cię, Randi! - krzyknął za nią.
Dziewczyna zdążyła zatoczyć pełne koło i przeleciała pod Alexem, który akurat zajmował się tłuczkiem. Dean dotknął w ramię kolegę, przelatując obok i krzyknął:
Alex przez chwilę nie reagował zdziwniony, że wmieszali go w tą zabawę, ale po chwili poleciał za nimi. Jednak byli już zbyt daleko, aby ich dogonić, więc podleciał do Leilanii, która była dużo bliżej, myśląc pewnie, że chętnie się z nimi pobawi.
- Gonisz! - zawołał wesoło, pukając ją w ramię. Roześmiał się i zaraz odleciał, aby jej uciec.
Leilanii przez kilka sekund była w takim szoku, ze nawet nie ruszyła się z miejsca. A potem ogarnęła ją fala złości. Oczywiście jej nad ambicja zwyciężyła i w jej oczach pojawiły się ogniki gniewu. Dean, aż wzdrygnął się na ten widok, ale nie przejął się zbytnio i razem z Randi trzymali się od niej z daleka, jakby nagle zachciało kapitance się z nimi pobawić. Nagle Dean zobaczył dziewczynę tuż przed sobą i ledwo wyhamował prawie w nią wpadając razem z Randi i Alexem.
- Możecie mi wyjaśnić, co dokładnie robicie?- zapytała sucho, unosząc jedną brew i spoglądając na każdego z osobna.
- Leilanii, a gdybyśmy w ciebie wszyscy wlecieli? - zawołał obrażony. - Czemu jesteś taka poważna? – skrzywił się. Miał ochotę dać dziewczynie porządny wykład na temat dobrej zabawy.
- No właśnie. Musisz bardziej uważać, Lei. Jeszcze byśmy zrobili ci krzywdę - powiedział poważnie Alex z wyczuwalną troską w głosie. Dean uśmiechnął się do przyjaciela.
- Trenujemy, tak jak chciałaś. Akurat teraz mamy trening szybkości - rzekła radośnie Randi, uśmiechając się do Lei. Jej krzyki na nią kompletnie nie działały.
- Nie - odpowiedziała, patrząc na Randi.- Gdybyście trenowali tak jak chciałam, to nie rozwalalibyście wszystkim treningu, tylko ty, Dean podawałbyś kafla – Spojrzała na chłopaka. - a wy uważalibyście na tłuczki - dodała, patrząc na Randi i Alexa. Jak na zawołanie tuż obok nich przeleciała ciężka, czarna piłka, a za nią następna.
Dean złapał kafla, którego podała mu Sunniva i poleciał w stronę Svena, ich obrońcy. Zmylił go i trafił prosto w środkową obręcz. Zawrócił ostro i spojrzał prosto na Leilanii, wzruszając ramionami.
- Nie wiem w czym problem! - zawołał. Dziewczyna pokręciła tylko głową i odleciała w drugą stronę.
Alex i Randi uśmiechnęli się szeroko, widząc ten pokaz umiejętności Deana. Wtedy rozległ się pogłośniony magicznie głos ich współlokatora Martina, który według Caina był idealnym podsumowaniem tego treningu:
- Witam was bardzo serdecznie na pierwszym meczu Quidditcha. Dzisiaj zmierzy się drużyna Feroxa z jakże uroczo denerwującą się panią kapitan Leilanii Lee!
6.01.2013
01. Imprezy, których nie pamiętamy.
Dla całego Snow - za to, że dzięki Wam natchnęło mnie do napisania w końcu notki.
Nowy rok szkolny w Snowhange, szkole
dla czarodziejów umieszczonej na Grenlandii zaczynał się corocznie
we wrześniu. W szkole były trzy domy – Ferox, Placidus i
Honestus. Dean Cain, który był wysokim brunetem o dość
przebojowym charakterze znajdował się w tym pierwszym z nich.
Według ogólnych schematów osoba przynależąca do Feroxa jest
osobą dbającą o swoje interesy i osobą przebiegłą.
Szesnastolatek dobrze czuł się w tym domu, cieszył się, że
trafił akurat tutaj i nie wyobrażał sobie by być w Placidusie czy
Honestusie. Za bardzo zżył się z barwami, które reprezentował.
Uwielbiał ludzi, których tutaj poznał, choć wbrew pozorom byli
oni dużo bardziej różnorodni niż zakłada opis osób, które
pasują do tego domu. Dean zaczynał teraz dziesiątą klasę i
cieszył się, że w końcu po dwóch miesiącach wakacji może
spotkać swoich przyjaciół.
Co roku w Feroxie odbywała się
impreza powitalna, na której oczywiście lało się pełno alkoholu,
a wszyscy mogli wreszcie porozmawiać ze znajomymi, których nie
widzieli przez całe wakacje. Dean cieszył się na myśl o tym
jednak nie było mu to dane, ponieważ jego impreza skończyła się
bardzo szybko. Przez większość wakacji brunet nie miał okazji
imprezować, ponieważ musiał z rodzicami odwiedzić praktycznie
całą rodzinę, przez co jego wakacje nie były za bardzo udane. Być
może dlatego powitalna impreza nie skończyła się dla niego zbyt
dobrze.
Pokój Wspólny pełen był
rozweselonych ludzi rozmawiających ze sobą radośnie, rozprawiając
o tym co robili na wakacjach i jak bardzo za sobą tęsknili. Także
wielu jego znajomych podchodziło do niego z kieliszkami, które
musiał wypić z każdym z osobna i powiedzieć parę słów o tym co
działo się u niego. Gdzieś w tłumie zgubił swojego najlepszego
przyjaciela – Alexa Sherilla, którego znał od pierwszej klasy i
od samego początku bardzo się polubili. Z nikim nie czuł się tak
swobodnie jak właśnie z nim. Uważał go za najbliższą osobę,
wiedział, że zawsze może na niego liczyć i, że Alex rozumie go
bez słów. Rozejrzał się po pomieszczeniu szukając kogoś
znajomego z kim jeszcze nie miał okazji dzisiaj porozmawiać, kiedy
usłyszał rozmowę dwóch piętnastolatków, kłócących się o to,
który z nich jest w stanie wypić litrową flaszkę
czterdziestoprocentowego alkoholu. Dean z pobłażliwym uśmiechem
podszedł do nich...
Kiedy Dean Cain otworzył oczy następnego dnia wszystko wokół
niego wirowało. Przez chwilę zastanawiał się gdzie w ogóle jest
i skąd się tu wziął. Przecież parę chwil wcześniej witał się
ze wszystkimi znajomymi, więc w jaki sposób nagle znalazł się w
łóżku? I co się działo na imprezie? Po chwili zaczęły docierać
do niego inne odczucia, niezbyt przyjemne. Przez głowę przeszedł
mu ogromny ból głowy, czuł jakby zaraz miał zwymiotować, a w
ustach miał tak sucho, że nie potrafił nawet normalnie się
odezwać. Jęknął cicho, zasłaniając oczy przed rażącym go
światłem i wystękał do siebie nie oczekując od nikogo
odpowiedzi:
- Wody... - jego głos to była jedna
wielka chrypa.
Poczuł, że ktoś do niego się
zbliża i miał nadzieję, że to jego Anioł Stróż, spieszący mu
z pomocą i prawie tak było.
- A może rozumu? - usłyszał żartobliwy głos zza swoich pleców.
- A może rozumu? - usłyszał żartobliwy głos zza swoich pleców.
W pierwszym momencie nie
zidentyfikował osoby, która to powiedziała. Dopiero kiedy
przetarł zaspane oczy i odwrócił się w stronę głosu, zobaczył
Alexa, którego ostatni raz widział na początku nieszczęsnego
wieczoru.
- Ale co ja takiego złego zrobiłem - zapytał prawie jak małe dziecko, któremu zabrano cukierka, ponieważ coś przeskrobał. - Podaj wody, nie daj mi cierpieć – poprosił błagalnym tonem.
- Ale co ja takiego złego zrobiłem - zapytał prawie jak małe dziecko, któremu zabrano cukierka, ponieważ coś przeskrobał. - Podaj wody, nie daj mi cierpieć – poprosił błagalnym tonem.
Brunet
wstał i wziął szklankę, którą napełnił wodą i znów usiadł
obok jego łóżka. Dean wyciągnął rękę po wodę, jednak Alex
miał zamiar trochę się pobawić jego kosztem. Trzymał szklankę
w takiej odległości, aby Cain nie mógł jej dosięgnąć.
- Głupota boli. Najpierw mi obiecaj, że nie będziesz robił takich idiotycznych zakładów - powiedział przez śmiech. Widać było, że ta sytuacja nawet go bawiła. Z Deanem było wręcz przeciwnie, czuł się fatalnie i jedyne czego pragnął to napić się, a następnie wrócić do bezbolesnej krainy snu.- A już zwłaszcza beze mnie.
- Głupota boli. Najpierw mi obiecaj, że nie będziesz robił takich idiotycznych zakładów - powiedział przez śmiech. Widać było, że ta sytuacja nawet go bawiła. Z Deanem było wręcz przeciwnie, czuł się fatalnie i jedyne czego pragnął to napić się, a następnie wrócić do bezbolesnej krainy snu.- A już zwłaszcza beze mnie.
- Ale jakich
zakładów? - Dean zakrył ręką oczy, by nie raziło go słońce.
Od tego bardziej bolała go głowa. Próbował na oślep dosięgnąć
szklanki, która spoczywała w ręce przyjaciela, jednak nie za
bardzo mu to wychodziło. - Ja nic nie zrobiłem złego. -
tłumaczył, nie bardzo wiedząc o co chodzi Alexowi.
Chłopak podał mu w końcu tę
szklankę. Cain wiedział, że przyjaciel nie pozwoliłby mu dłużej
cierpieć. Miał dobre serce, zwłaszcza dla przyjaciół. Brunet
wziął ją szybko do ręki i zaczął łapczywie pić. Każdy łyk
był dla niego niemożliwą do opisania ulgą.
- Wypicie litrowej butelki w dwie minuty to nie był dobry pomysł – powiedział karcąco Alex.
- Wypicie litrowej butelki w dwie minuty to nie był dobry pomysł – powiedział karcąco Alex.
Dean
zakrztusił się kiedy do usłyszał. Odkaszlnął, przetarł ręką
mokrą koszulkę, na którą wylała mu się woda i zapytał ze
zdumieniem:
- Założyłem się, że wypiję litr w dwie minuty?
Nie bardzo w to wierzył, więc spojrzał na przyjaciela, żeby sprawdzić czy nie żartuje. Jednak to wyjaśniło dlaczego nie pamięta prawie nic z zeszłego wieczoru.
- Założyłem się, że wypiję litr w dwie minuty?
Nie bardzo w to wierzył, więc spojrzał na przyjaciela, żeby sprawdzić czy nie żartuje. Jednak to wyjaśniło dlaczego nie pamięta prawie nic z zeszłego wieczoru.
- I co,
wypiłem? - zapytał, kiedy zrozumiał co jest w tym wszystkim
najważniejsze. Przecież Dean Cain nie przegrywa zakładów, choć
domyślał się, że ten akurat mógł przegrać, gdyż nie było to
łatwe zadanie.
Alex
jeszcze bardziej skarcił go wzrokiem, po czym wziął małego jaśka
i rzucił mu w twarz.
- No tak, to najważniejsze - rzekł oschle, lecz po chwili się roześmiał. Znał go na tyle by wiedzieć, że jest do tego zdolny. - Wypiłeś. A teraz umierasz.
- No tak, to najważniejsze - rzekł oschle, lecz po chwili się roześmiał. Znał go na tyle by wiedzieć, że jest do tego zdolny. - Wypiłeś. A teraz umierasz.
- Ale było
warto – brunet wyszczerzył zęby w stronę przyjaciela - Przecież
to jest powód do dumy! Będziesz musiał kiedyś też spróbować.
Oboje się roześmiali. Dean chciałby zobaczyć Alexa po wypiciu litrowej butelki. Musiałby być to ciekawy widok.
- A jak ci się udała impreza? - zapytał, zmieniając temat.
Oboje się roześmiali. Dean chciałby zobaczyć Alexa po wypiciu litrowej butelki. Musiałby być to ciekawy widok.
- A jak ci się udała impreza? - zapytał, zmieniając temat.
Sherill wzruszył beznamiętne
ramionami.
- Tak średnio, choć miałem małą przygodę z Leilanii i jej chłopakiem - powiedział, uśmiechając się. Leilanii to blondynka, która też była z Feroxa i była w ich wieku. Alex się w niej podkochiwał, więc wiadomo jaki miał stosunek do jej chłopaka.
- Tak średnio, choć miałem małą przygodę z Leilanii i jej chłopakiem - powiedział, uśmiechając się. Leilanii to blondynka, która też była z Feroxa i była w ich wieku. Alex się w niej podkochiwał, więc wiadomo jaki miał stosunek do jej chłopaka.
- Co ten jej
chłoptaś znów zrobił? - zapytał, wiedząc czego można się po
nim spodziewać.
- Podszedłem do nich na imprezie z Sorine, tą z Honestusa. - Ta dziewczyna, zaś był nową koleżanką Sherilla, którą poznał tego dnia. - No i Einar nie był jakoś specjalnie dla niej miły. - Tego można było się spodziewać - Miałem mu dać po gębie, ale tak mu się odszczekała, że zrobiło mu się głupio - opowiedział i roześmiał się, widocznie na wspomnienie miny chłopaka. - Później spotkałem Lei w nocy już po imprezie w Pokoju Wspólnym i mnie przepraszała. Jak przyszedł jej pijany chłoptaś, to zaczął mi grozić żebym uważał - dopowiedział, przewracając oczami z zażenowania. Akurat kogo jak kogo, ale jego Alex się nie bał. Dean wcale mu się nie dziwił. Einar potrafił tylko dużo mówić, nic więcej.
- Podszedłem do nich na imprezie z Sorine, tą z Honestusa. - Ta dziewczyna, zaś był nową koleżanką Sherilla, którą poznał tego dnia. - No i Einar nie był jakoś specjalnie dla niej miły. - Tego można było się spodziewać - Miałem mu dać po gębie, ale tak mu się odszczekała, że zrobiło mu się głupio - opowiedział i roześmiał się, widocznie na wspomnienie miny chłopaka. - Później spotkałem Lei w nocy już po imprezie w Pokoju Wspólnym i mnie przepraszała. Jak przyszedł jej pijany chłoptaś, to zaczął mi grozić żebym uważał - dopowiedział, przewracając oczami z zażenowania. Akurat kogo jak kogo, ale jego Alex się nie bał. Dean wcale mu się nie dziwił. Einar potrafił tylko dużo mówić, nic więcej.
- Tak, jego groźby są na prawdę
przerażające – zakpił. - Czuje, że jesteś dla niego rywalem.
To dobrze. Znaczy, że Leila cię lubi - uśmiechnął się ciepło
do przyjaciela. - Skoro mieliście swój moment sam na sam to nie był
to stracony wieczór. - Rzucił w niego poduszką, aby się zemścić,
wykorzystując moment zaskoczenia. - A teraz proszę cię o
przyjacielską pomoc, pozwól mi dojść do siebie i porozmawiajmy
później. Idę pod prysznic. - czuł jak bardzo śmierdzi od niego
alkoholem. Ale mógł być z siebie dumny. Informacja o jego
zaskakującym wyczynie nadawałaby się do „Śnieżynki”,
szkolnej gazety, w której znajdował się niezwykle trafiony dział
plotek. W końcu to co zrobił poprzedniego wieczoru to nie lada
wyzwanie i było to warte nawet tego, że sam nie pamięta swojego
tryumfu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)