Z dedykacją dla Lei, bo chyba zrobiłam z jej Leilanii tyrana. Nie gniewaj się!
Nowy
rok szkolny rozpoczął się dla Deana Caina bardzo intensywnie. Poczynając od pamiętnej, a raczej nie pamiętanej
imprezy powitalnej, po której w „Śnieżynce” ukazała się adnotacja na temat jego
wyczynu, co oczywiście było powodem do dumy. Nawet to, że kaca musiał leczyć
przez tydzień i udawać, że zna osoby, których twarzy w ogóle nie miał w pamięci
nie przeszkadzało mu, aby szczycić się swoim wyczynem. Przynajmniej ma paru
nowych ciekawych znajomych, dzięki czemu w tym roku może być jeszcze lepiej.
Kto wie?
Poniedziałek,
który dla bruneta jest najgorszym dniem tygodnia stał się w tym semestrze
jeszcze gorszy ze względu na nawał lekcji jakie miał tego dnia. Zaczynał
niestety o 8 rano, co nie było zbyt łatwe po tak intensywnym balowaniu po
przybyciu do Snowhange. Na szczęście pierwszym przedmiotem tego dnia były „Zaklęcia”
prowadzone przez profesor Florin, która była średniego wzrostu blondynką, a jak
wiadomo Deanowi bardzo blondynki się podobały, także można powiedzieć, że droga
pani nauczycielka była pozytywnym akcentem tego okropnego poniedziałku.
Dean
z niecierpliwością czekał do trzeciej lekcji, aby wreszcie spotkać swoją
najlepszą przyjaciółkę Melody. Dziewczyna była w tym samym wieku co on, ale
mieszkała w Placidusie. Znali się od urodzenia, byli sąsiadami i od małego
dobrze się dogadywali. Wiedzieli o sobie praktycznie wszystko i rozumieli się
doskonale mimo, że często się kłócili ze względu na burzliwy charakter Viviere.
Dean śmiał się, że nigdy nie da się przewidzieć jaki humor będzie miała
dziewczyna, ani jak zareaguje na coś co brunet zrobi. Znali się tyle czasu, ale
do tej pory nie udało mu się opanować jej do końca. Jednak Melody nie spędziła
zbyt wiele czasu w domu, więc nie mieli okazji w wakacje się sobą nacieszyć,
także Dean strasznie stęsknił się za dziewczyną. Kiedy zbliżał się do Sali, w
której rozpocząć miała się transmutacja widział już jej drobną, pozornie
delikatną figurę. Stała ze swoją koleżanką z Placidusa Alexią, którą Dean miał
już okazję poznać, ale mimo tylu lat w Snowhange niezbyt blisko. Jednak
wydawała się być miłą dziewczyną. Zaszedł Viviere od tyłu, objął ją w pasie i
okręcił w powietrzu.
- Dean! – zawołała radośnie dziewczyna –
Jak miło cię widzieć! – objęła go mocno i pocałowała w policzek.
- Ciebie też, mała. – Cain odwzajemnił
uścisk. Dziewczyna była taka drobna, że czuł jakby obejmował małe dziecko. Kto
by pomyślał, że w tak małym ciałku może mieścić się tyle odwagi, pewności
siebie i siły?
- Brakowało mi ciebie na wakacjach. – Uśmiechnęła
się. – Bez ciebie to nie to samo. Nie miał mnie kto pilnować. – Mrugnęła do
niego żartobliwie.
Dean zaśmiał się. Zazwyczaj, kiedy
robili coś głupiego to nawzajem się do tego popychali zamiast pilnować się. Zwłaszcza, gdy chodziło o alkohol. Przy sobie stawali się nieodpowiedzialnymi
dzieciakami, ale to właśnie w tym im się podobało.
- To ty mnie opuściłaś. – Brunet zrobił
smutną minę. – Dlaczego nie było cię na powitalnej imprezie w Feroxie?
Obiecałaś, że będziesz. – Chłopak pokiwał jej palcem.
- Nie wyrobiłam się. – Zbyła go. Dean
nie naciskał. Wiedział, że na Melody to nie działa. Jak będzie chciała
powiedzieć to powie. Nic na niej nie wymusi, a uzyska raczej przeciwny efekt. –
Ale wpadnę dzisiaj wieczorem to pogadamy – obiecała.
- Trzymam za słowo. – Cain uśmiechnął
się radośnie i na tym ich rozmowa się skończyła, gdyż pojawił się ich
nauczyciel, który otworzył salę.
Nie
minęło wiele dni, kiedy to Leilanii Lee, niespełniona miłość najlepszego przyjaciela
Deana – Alexa, a zarazem ich koleżanka z klasy, domu i kapitan ich drużyny
Qiudditcha zarządziła pierwszy trening, który miał ich przygotować do
pierwszego w tym roku meczu z Honestusem. Cain uważał, że nie ma się czym
przejmować, bo bez problemu pokonają ich drużynę, ale z całą pewnością cieszył
się na trening. Uwielbiał grać, świetnie czuł się na miotle i wcale się nie
chwaląc, uważał siebie za świetnego ścigającego.
Mieli za chwilę wejść na boisko, aby
rozruszać się po długich wakacjach, ale najpierw musieli wysłuchać przemowy panny
Leilaniii, która według Deana była wiecznie zbyt spięta i potrzebowała chyba
porządnego masażu na rozluźnienie. Dziewczyna po prostu była zbyt ambitna i
wszystko traktowała bardzo poważnie. Mimo, że była bardzo sympatyczną
dziewczyną to Dean czuł, że raczej nie traktowała go zbyt serio i nie podobał
się jej jego beztroski styl życia.
- Mamy niecały miesiąc, żeby przygotować się do pierwszego meczu. – Blondynka stukała obcasem w podłogę, patrząc na nich wszystkich surowym wzrokiem. - Ósmego października gramy z Honestusem i liczę na to, że zwyciężymy. – Dean uśmiechnął się pod nosem. On nie miał nadziei, on nie widział innej opcji. - Ale żeby tak się stało przez te kilka tygodni musimy zacisnąć zęby i trenować ciężej niż Niedźwiedzie. – Brunet przytaknął. Im więcej tym lepiej dla niego. - A teraz bierzemy się w garść i do roboty.
Dean razem z Alexem szli w milczeniu w stronę boiska. Czuli, że pani kapitan da im dzisiaj popalić, a raczej nikt po wakacjach nie czuł się w pełni sił do intensywnej pracy. Po chwili zrównała się z nimi Randi, dziewczyna, która wraz z Alexem grała na pozycji pałkarza. Jej chłopakiem był ich współlokator Martin. Oboje byli tak różni, że aż ciężko było pomyśleć, że mogą stworzyć tak dobrze dobraną parę.
- Coś czuję, że nie przeżyjemy do tego pierwszego meczu - powiedziała do nich cicho.
Alex uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Dean wiedział, co przyjaciel myśli na ten temat. Pewnie uważa, że Leilanii robi to wszystko dla ich dobra i tak naprawdę jest z niej spokojny i delikatny aniołek. Jednak to tylko z wyglądu.
- Nie przesadzaj, nie będzie tak źle - odpowiedział, spoglądając na nią.
- Jasne. Mówisz tak, bo jesteś uzbrojony w pałkę. Chyba będziemy musieli bronić resztę drużyny przed pazurami pani kapitan, a nie tłuczkami – zażartowała, a Dean roześmiał się głośno. Raczej nie wyobrażał sobie Alexandra broniącego się pałką przed Lee. Raczej oddałby ją jeszcze, aby ona okładała jego. Co ta miłość robi z ludźmi?
- Mam nadzieje, że jakby co to mnie obronicie. Ja tam nie bardzo mam czym. - spojrzał ukradkiem na kapitankę drużyny i wsiadł na miotłę odbijając się od ziemi. W powietrzu czuł się jak w domu. Już dawno nie dosiadał miotły i zapomniał już jakie to przyjemne, kiedy wiatr mierzwił mu włosy i mógł latać niczym ptak po niebie. Czasem miał ochotę wsiąść na miotłe i odlecieć gdzieś daleko, zostawiając to wszystko za sobą.
Przez pierwszą część treningu Leilanii katowała ich nudnymi zagrywkami, jakby z podstawówki. Brunet ziewnął szeroko i wypatrzył w powietrzu Sherilla. Przeleciał obok Sunnivy, ich drugiej ścigającej i podleciał do Alexa.
- Leila nie jest dzisiaj w zbyt dobrym nastroju. - Uśmiechnął się szeroko. - Trzeba ją rozweselić. Alex, masz jakiś pomysł?
Chłopak przyjrzał się chwilę dziewczynie i powiedział:
- Nie mam pojęcia – powiedział. Zamachnął się i uderzył tłuczek, który prawie uderzył Deana w głowę. Brunet odwrócił się i odetchnął z ulgą. Tak się zafascynował, aby sprawić by ten trening nie był taki nudny, że przestał się skupiać na grze.- Zawsze możemy ją nabrać na coś.
Wtedy podleciała do nich Randi, chyba myśląc o tym samym co Dean.
- Jaka nuda... - mruknęła do nich, robiąc niezadowoloną minę. Po chwili pacnęła Deana w ramię. - Gonisz! - zawołała i zaczęła uciekać po całym boisku, ignorując to, że powinna się zająć tłuczkami.
Dean od razu zareagował jakby na to tylko czekał i popędził za dziewczyną, która zataczała wielkie koło naokoło boiska. Prawie wpadł w Leilanii, która akurat tamtędy przelatywała, ale nawet nie odwrócił się, żeby ją przeprosić zbyt pochłonięty gonieniem Randi.
- Dorwę cię, Randi! - krzyknął za nią.
Dziewczyna zdążyła zatoczyć pełne koło i przeleciała pod Alexem, który akurat zajmował się tłuczkiem. Dean dotknął w ramię kolegę, przelatując obok i krzyknął:
-
Gonisz!- Mamy niecały miesiąc, żeby przygotować się do pierwszego meczu. – Blondynka stukała obcasem w podłogę, patrząc na nich wszystkich surowym wzrokiem. - Ósmego października gramy z Honestusem i liczę na to, że zwyciężymy. – Dean uśmiechnął się pod nosem. On nie miał nadziei, on nie widział innej opcji. - Ale żeby tak się stało przez te kilka tygodni musimy zacisnąć zęby i trenować ciężej niż Niedźwiedzie. – Brunet przytaknął. Im więcej tym lepiej dla niego. - A teraz bierzemy się w garść i do roboty.
Dean razem z Alexem szli w milczeniu w stronę boiska. Czuli, że pani kapitan da im dzisiaj popalić, a raczej nikt po wakacjach nie czuł się w pełni sił do intensywnej pracy. Po chwili zrównała się z nimi Randi, dziewczyna, która wraz z Alexem grała na pozycji pałkarza. Jej chłopakiem był ich współlokator Martin. Oboje byli tak różni, że aż ciężko było pomyśleć, że mogą stworzyć tak dobrze dobraną parę.
- Coś czuję, że nie przeżyjemy do tego pierwszego meczu - powiedziała do nich cicho.
Alex uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Dean wiedział, co przyjaciel myśli na ten temat. Pewnie uważa, że Leilanii robi to wszystko dla ich dobra i tak naprawdę jest z niej spokojny i delikatny aniołek. Jednak to tylko z wyglądu.
- Nie przesadzaj, nie będzie tak źle - odpowiedział, spoglądając na nią.
- Jasne. Mówisz tak, bo jesteś uzbrojony w pałkę. Chyba będziemy musieli bronić resztę drużyny przed pazurami pani kapitan, a nie tłuczkami – zażartowała, a Dean roześmiał się głośno. Raczej nie wyobrażał sobie Alexandra broniącego się pałką przed Lee. Raczej oddałby ją jeszcze, aby ona okładała jego. Co ta miłość robi z ludźmi?
- Mam nadzieje, że jakby co to mnie obronicie. Ja tam nie bardzo mam czym. - spojrzał ukradkiem na kapitankę drużyny i wsiadł na miotłę odbijając się od ziemi. W powietrzu czuł się jak w domu. Już dawno nie dosiadał miotły i zapomniał już jakie to przyjemne, kiedy wiatr mierzwił mu włosy i mógł latać niczym ptak po niebie. Czasem miał ochotę wsiąść na miotłe i odlecieć gdzieś daleko, zostawiając to wszystko za sobą.
Przez pierwszą część treningu Leilanii katowała ich nudnymi zagrywkami, jakby z podstawówki. Brunet ziewnął szeroko i wypatrzył w powietrzu Sherilla. Przeleciał obok Sunnivy, ich drugiej ścigającej i podleciał do Alexa.
- Leila nie jest dzisiaj w zbyt dobrym nastroju. - Uśmiechnął się szeroko. - Trzeba ją rozweselić. Alex, masz jakiś pomysł?
Chłopak przyjrzał się chwilę dziewczynie i powiedział:
- Nie mam pojęcia – powiedział. Zamachnął się i uderzył tłuczek, który prawie uderzył Deana w głowę. Brunet odwrócił się i odetchnął z ulgą. Tak się zafascynował, aby sprawić by ten trening nie był taki nudny, że przestał się skupiać na grze.- Zawsze możemy ją nabrać na coś.
Wtedy podleciała do nich Randi, chyba myśląc o tym samym co Dean.
- Jaka nuda... - mruknęła do nich, robiąc niezadowoloną minę. Po chwili pacnęła Deana w ramię. - Gonisz! - zawołała i zaczęła uciekać po całym boisku, ignorując to, że powinna się zająć tłuczkami.
Dean od razu zareagował jakby na to tylko czekał i popędził za dziewczyną, która zataczała wielkie koło naokoło boiska. Prawie wpadł w Leilanii, która akurat tamtędy przelatywała, ale nawet nie odwrócił się, żeby ją przeprosić zbyt pochłonięty gonieniem Randi.
- Dorwę cię, Randi! - krzyknął za nią.
Dziewczyna zdążyła zatoczyć pełne koło i przeleciała pod Alexem, który akurat zajmował się tłuczkiem. Dean dotknął w ramię kolegę, przelatując obok i krzyknął:
Alex przez chwilę nie reagował zdziwniony, że wmieszali go w tą zabawę, ale po chwili poleciał za nimi. Jednak byli już zbyt daleko, aby ich dogonić, więc podleciał do Leilanii, która była dużo bliżej, myśląc pewnie, że chętnie się z nimi pobawi.
- Gonisz! - zawołał wesoło, pukając ją w ramię. Roześmiał się i zaraz odleciał, aby jej uciec.
Leilanii przez kilka sekund była w takim szoku, ze nawet nie ruszyła się z miejsca. A potem ogarnęła ją fala złości. Oczywiście jej nad ambicja zwyciężyła i w jej oczach pojawiły się ogniki gniewu. Dean, aż wzdrygnął się na ten widok, ale nie przejął się zbytnio i razem z Randi trzymali się od niej z daleka, jakby nagle zachciało kapitance się z nimi pobawić. Nagle Dean zobaczył dziewczynę tuż przed sobą i ledwo wyhamował prawie w nią wpadając razem z Randi i Alexem.
- Możecie mi wyjaśnić, co dokładnie robicie?- zapytała sucho, unosząc jedną brew i spoglądając na każdego z osobna.
- Leilanii, a gdybyśmy w ciebie wszyscy wlecieli? - zawołał obrażony. - Czemu jesteś taka poważna? – skrzywił się. Miał ochotę dać dziewczynie porządny wykład na temat dobrej zabawy.
- No właśnie. Musisz bardziej uważać, Lei. Jeszcze byśmy zrobili ci krzywdę - powiedział poważnie Alex z wyczuwalną troską w głosie. Dean uśmiechnął się do przyjaciela.
- Trenujemy, tak jak chciałaś. Akurat teraz mamy trening szybkości - rzekła radośnie Randi, uśmiechając się do Lei. Jej krzyki na nią kompletnie nie działały.
- Nie - odpowiedziała, patrząc na Randi.- Gdybyście trenowali tak jak chciałam, to nie rozwalalibyście wszystkim treningu, tylko ty, Dean podawałbyś kafla – Spojrzała na chłopaka. - a wy uważalibyście na tłuczki - dodała, patrząc na Randi i Alexa. Jak na zawołanie tuż obok nich przeleciała ciężka, czarna piłka, a za nią następna.
Dean złapał kafla, którego podała mu Sunniva i poleciał w stronę Svena, ich obrońcy. Zmylił go i trafił prosto w środkową obręcz. Zawrócił ostro i spojrzał prosto na Leilanii, wzruszając ramionami.
- Nie wiem w czym problem! - zawołał. Dziewczyna pokręciła tylko głową i odleciała w drugą stronę.
Alex i Randi uśmiechnęli się szeroko, widząc ten pokaz umiejętności Deana. Wtedy rozległ się pogłośniony magicznie głos ich współlokatora Martina, który według Caina był idealnym podsumowaniem tego treningu:
- Witam was bardzo serdecznie na pierwszym meczu Quidditcha. Dzisiaj zmierzy się drużyna Feroxa z jakże uroczo denerwującą się panią kapitan Leilanii Lee!