Blog należy do serii Snowhange. Mamy wolne miejsca, więc jeśli chcesz z nami pisać to zapraszam serdecznie!
Postać, o której jest opowiadanie jest fikcyjna, lecz całkowicie moja, a wizerunku udziela jej Josh Hartnett.
Konstruktywna krytyka mile widziana!
Enjoy.

Dean Cain nie potrafi usiedzieć w miejscu. Zazwyczaj wszędzie go pełno, zawsze tam gdzie coś się dzieje można go spotkać. Mimo to nie jest osobą głośną i hałaśliwą, której ma się aż dosyć. Lubi spontaniczność, zabawę i towarzystwo ludzi. Spędza dużo czasu na rozmowach, zazwyczaj niezbyt poważnych i niekoniecznie inteligentnych. Nie oznacza to jednak, że taki nie jest. Potrafi ze wszystkiego żartować i robić innym kawały - dla zabawy, bądź nawet z nudów. Rzadko jest poważny, raczej wszystko co mówi brzmi żartobliwie, bądź ironicznie.
Dzięki swojej urodzie i podejściu do życia ma powodzenie u dziewczyn, jednak nie jest tym za bardzo zainteresowany. Nie szuka dziewczyny na chwilę, a wręcz nie szuka jej wcale. Póki co nie czuje potrzeby związania się z nikim, zwłaszcza, że związek "przytłaczałby" jego charakter. Co nie zmienia faktu, że z płcią przeciwną potrafi się dogadać bardzo dobrze.
Dean ma też swoją inną stronę, lecz niewiele osób go od tej strony zna - potrafi być poważny, słuchać o problemach swoim przyjaciół i dobrze im doradzać. Jest lojalny, szczery i pomocny. Jednak żeby poznać go od tej strony trzeba sobie na to zasłużyć, a jeśli już otwiera przed tobą duszę i serce to znaczy, że ufa ci bezgranicznie.

7.07.2013

03. Po prostu przyjaźń.

Wiem, że mnie tu długo nie było, ale mam zamiar wszystko nadrobić. Mam nadzieję, że się spodoba.
Dla Snowhange.

     Dean Cain każdego dnia przeżywał katusze, musząc podnieść się z łóżka o tak wczesnej porze. Nie był rannym ptaszkiem i dlatego problemem dla niego było wstać przed dziesiątą. W wakacje oczywiście przestawił się na tryb śpiocha i teraz było jeszcze trudniej wstawać na śniadanie. W szkole nie było tak, że nie lubi lekcji, sprawia mu to trudność, żeby w nich uczestniczyć. Jedynym problemem szkoły było właśnie wstawanie rano. Gdyby nie Alex to pewnie zasypiałby praktycznie codziennie.
     Szedł korytarzem, zmierzając na śniadanie praktycznie z zamkniętymi oczami. Mimo, że jego ciało było zmuszone do pobudki to jego mózg jeszcze spał i nie zamierzał szybko się obudzić. Właśnie ziewał z szeroko otwartymi ustami, kiedy poczuł, że ktoś stoi za nim i chyba próbuje zasłonić mu oczy.
- Dean Cain - usłyszał głos o nieudolnym surowym tonie i rozpoznał jego właścicielkę. Uśmiechnął się szeroko i odwrócił się w stronę Dei Lagerloff, jego przyjaciółki. Dziewczyna była w tym samym wieku co on i także mieszkała w Feroxie. Piękna dziewczyna, która mogła mieć każdego i wszystko co chciała. Potrafiła walczyć o swoje, choć czasem nie do końca wierzyła w siebie i to Dean w niej najbardziej cenił. Że jest kobietą silną, lecz nie zawsze samowystarczalną. Wtedy czuł, że jest jej potrzebny. Kiedy byli razem zawsze było wesoło, nigdy się nie nudzili i zapominali o całym bożym świecie. Z nikim nie śmiał się tyle co z nią. Mogli rozmawiać o wszystkim, być sobą i zachowywać się jak tylko im się podobało i nigdy nie było między nimi niezręcznie.
- Tak, słucham? - zapytał, udając przestraszonego i skruszonego. Wyciągnął ręce do przyjaciółki i objął ją mocno. Wydawała się mniejsza i bardziej krucha niż zwykle. - Zgubiła pani obcasy? - zażartował sobie z niej. Zawsze lubił jej dokuczać pod tym względem. Większość zawsze powtarzało jej, że jest wysoka, ale dla niego była małym krasnoludkiem.
- Nawet obcasy nie pomagają - poskarżyła się ze smutkiem w głosie. Widać było jednak, że wcale się tym nie przejęła. - Jesteś wielki jak goryl, muszę znaleźć jakiś dobry sposób, żeby cię okiełznać - dziewczyna zamyśliła się jakby nad czymś głęboko się zastanawiała. Dean zaśmiał się i już z niecierpliwością czekał na kolejny szalony pomysł Dei Lagerloff. Już wiedział, że dzisiejszy dzień nie będzie zwyczajny Nawet nie zwrócił uwagi na to kiedy zapomniał o swoim ciepłym łóżku, które tego ranka było jego jedynym marzeniem. - A teraz cię porywam, co ty na to? - zapytała, śmiejąc się radośnie i nie czekając na odpowiedź złapała go za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia z zamku. Dean wzruszył ramionami i nie stawiał żadnych oporów. Nie miał ochoty dzisiaj marnować dnia na zajęcia. Propozycja przyjaciółki była dużo ciekawsza.
- Pamiętaj, że mnie się nie da okiełznać – odparł żartobliwie, mrugając do niej okiem. - A gdzie mnie porywasz, moja droga? - zapytał, zakładając jej rękę na ramię i przygarniając do siebie. To co lubił w dziewczynach to przede wszystkim to, że przy nim są takie malutkie.
- W jakieś odludne miejsce - przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią. Chyba sama nie do końca wiedziała gdzie chce iść. Zaczęła szukać czegoś w torbie i Dean od razu uśmiechnął się kiedy zobaczyć pół litrową butelkę Ognistej Whisky. - Tak, masz rację, zamierzam cię upić i wykorzystać – zaśmiała się, wychodząc z zamku. Cain właściwie nawet o to się nie martwił. Dea była zbyt słaba, żeby go wykorzystać. Prędzej on by wykorzystał ją.
- Oooo! - Brunet zaśmiał się na samą myśl o tym. - Wykorzystać to mnie możesz nawet bez alkoholu – dodał, uśmiechając się szeroko i potarł lekko drżącą z zimna rękę Dei. Na dworze nie było zbyt ciepło, a oni nie byli ubrani zbyt odpowiednio. Może to dlatego, że wcale tego nie planowali. - Ale alkohol się przyda. Przynajmniej będzie nam cieplej. - Spojrzał troskliwie na przyjaciółkę, która chyba nie zwracała uwagi na to, że jest jej zimno.
- Mi zima niestraszna – powiedziała buntowniczym tonem. Jej silny charakter i chęć bycia niezależną odezwał się w niej, lecz chyba ramię, które ją grzało, aż tak jej nie przeszkadzało, bo wcale go nie odepchnęła. - Patrz, ma mnie co grzać – wyjaśniła, szturchając palcem wskazującym wyimaginowane wałki tłuszczu na brzuchu. Dean westchnął tylko, bo wiedział, że dziewczyna i tak mu nie uwierzy jeśli jej powie, że wcale nie ma tam ani grama tłuszczu. Jednak tak działały dziewczyny i Dean już się z tym pogodził. - No i mam jeszcze ciebie! - dodała z entuzjazmem. - Nareszcie się na coś przydasz, a teraz czyń swoją powinność - nakazała, wciskając mu w rękę butelkę whisky.
 - Muszę o ciebie zadbać - dodała po chwili. - Tęskniłam
    Dean przechylił butelkę i napił się potężnego łyka. Czuł jak w klatce piersiowej rozchodzi się ciepło ognistego napoju i poczuł ulgę. Mu też nie było zbyt ciepło.
- Ja też tęskniłem – odpowiedział, zakręcając butelkę. - Ale skąd tyle tęsknoty w tobie, kochana? Aż tak bardzo zamieszałem ci w głowie? - zażartował, ukazując światu szereg białych zębów. Wiedział, że do Lagerloff może powiedzieć coś takiego i nie będzie to odebrane jako próba podrywu. To było w ich relacji najpiękniejsze.
- Nawet nie wiesz jak - dziewczyna roześmiała się jeszcze bardziej. - Poza tym jesteś gwiazdką tabloidów! Litr w dwie minuty, doprawdy! Próbuję się ogrzać w twoim blasku - zażartowała, szturchając go biodrem i posyłając mu oczko.
- Widzę, że moja sława mnie wyprzedza - roześmiał się, wracając wspomnieniami do pamiętnego zakładu, opisanego na łamach „Śnieżynki”. Mimo jakie było mało ambitne to wydarzenie to z pewnością łechtało jego dumę. - Żałuj, że tego nie widziałaś! Choć ja też nie bardzo pamiętam. - przyznał szczerze, upijając jeszcze łyk alkoholu i podając butelkę Dei. - Jeśli chcesz to dam ci autograf. - Uśmiechnął się szeroko.
Dea wypiła trochę i zastanowiła się przez chwilę.
- Autograf? - powtórzyła po nim zdziwiona, unosząc do góry jedną brew. - Tak. Nie. Może... - rozmyślała na głos, jakby to było coś istotnego. - Szczerze mówiąc, wolałabym sobie wytatuować twoją podobiznę - zdecydowała poważnym głosem jak jakaś szalona fanka sławnego artysty, a następnie roześmiała się otwarcie.
- W sumie nie najgorszy pomysł – przyznał i zamyślił się również udając poważnego. - Taka wielka moja twarz na całych twoich plecach – uściślił, przymykając oczy, żeby sobie to wyobrazić. - Może to wyglądać całkiem dobrze.
- Ta, prawdziwe arcydzieło! Mógłbyś to sobie wpisać do CV - podsunęła mu pomysł, uśmiechając się do niego radośnie. Ciekawe czy pomogłoby mu to w dostaniu pracy? - A teraz mógłbyś mnie wziąć na swoje wielkie, gwiazdorskie plecy i teleportować nas do ciepłej knajpy w sąsiedztwie, co? - zapytała błagalnym tonem, patrząc na niego oczami błyszczącymi nadzieją.
     Zawsze robili coś nie do końca moralnego, nie do końca dobrego i nie do końca bezpiecznego. Dea podsunęła ten pomysł bez cienia wątpliwości, mimo, że nie mieli jeszcze pozwolenia na teleportację, tak na prawdę nie do końca umieli to zrobić i mogli mieć z tego duże problemy, lecz dziewczyna patrzyła na niego z takim zaufaniem i pewnością, że nie mógł jej zawieść.
- Wskakuj! - powiedział, gdy przekroczyli granicę barier ochronnych zamku.

***

     Udało im się. Lekcje teoretyczne z tatą jednak na coś mu się przydały. Od dawna marzył, żeby móc już się teleportować, mimo, że ojciec nie byłby z niego raczej dumny. Pewnie uznałby go za nieodpowiedzialnego i czułby się zawiedziony, że jego jedyny syn jest takim nieuważnym małolatem. Jednak takie jest życie i takie są prawa młodości.
     Miasteczko Gothab było skąpane w śniegu i porannej krzątaninie mieszkańców. Z hukiem wylądowali na głównej ulicy, tuż przy wejściu do Zbrukanej Wiedźmy.  Był to pub, w którego podziemiach było przejście do czarodziejskiej części miasta. W tym czarodziejskim miasteczku mogli spędzać wolny czas, który mieli w Snowhange. Jednak oni nie mieli zamiaru iść do świata czarodziejów, zbyt duże ryzyko, że ktoś ich zobaczy i dostaną szlaban.
- Pani przodem – Dean otworzył ciężkie, dębowe drzwi i wpuścił dziewczynę do środka. Było tam niesamowicie ciepło i to właśnie tam postanowili się ogrzać.
- Dobry chłopiec - Dea poklepała go po klatce piersiowej. - Gentelman. Najlepsza partia w mieście - wymieniała, rozsiadając się w zacisznym rogu, gdzie mogli dopić resztki whisky, smętnie wirujące na dnie butelki. Barman łypał na nich spod byka, ale póki co nie miał zamiaru na razie do nich podchodzić. Dean rozejrzał się po lokalu. Było tu pusto, smętnie i obskurnie. W ciszy słychać było tylko szumy mugolskiego radia, którego słuchał ten niezbyt przyjemny barman.
 - Boję się, że twoje fanki mogą mnie zaatakować - wyznała po chwili szeptem Dea, nachylając się w jego stronę, żeby nikt inny tego nie słyszał.
Dean podchwycił temat i także pochylił głowę w jej stronę.
- Nie bój się. Chyba żadna nas nie śledziła – oznajmił, obracając się niby dyskretnie to w jedną, to w drugą stronę w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia.  - Jesteśmy bezpieczni – stwierdził w końcu i teatralnie odetchnął z ulgą. Po chwili rozczochrał włosy Dei, tworząc na nich artystyczny nieład.  Dea nie mogła się powstrzymać i zachichotała na połowę lokalu. Barman był coraz bardziej zniecierpliwiony. Pewnie zaraz ich stąd wyrzuci.
- Chcę zrobić coś szalonego - stwierdziła nagle Dea, podnosząc się do stania i opierając obie dłonie na jego ramionach. - Bezpieczeństwo nie jest moją mocną stroną. Twoją też nie - oceniła sceptycznie, patrząc na niego tak, jakby szykowała się do wygłoszenia długiego wykładu, ale w ostateczności zmieniła zdanie. - Poza tym mój bohater wrócił, dzisiaj znowu jestem dziewczyną Supermana! - wykrzyknęła entuzjastycznie, śmiejąc się lekko i szturchając go w bok. Dean także się roześmiał.
- Superman ma wspaniały pomysł. - Złapał ją za rękę i wyprowadził ją na dwór, nie zwracając uwagi na patrzącego na nich dziwnie barmana. Przynajmniej obyło się bez konfrontacji. - Zabieram cię na przejażdżkę moją superbryką – Dean rozglądał się za jakimś mugolskim samochodem. Wszystko było zasypane śniegiem.- Tylko nie wiem gdzie ona jest - zamyślił się. Dea roześmiała się na cały głos.
- Ukradli! - zawołała, udając przerażenie. - Superman bez superbryki nie będzie już tym samym supermanem - powiedziała smutno, ale po chwili wyciągnęła różdżkę, rozejrzała się czy nikt nie patrzy i zawołała:
- Wiem! Accio superbryka!
Oboje zdziwili się, kiedy dotoczył się do nich jeden ze stojących w pobliżu mugolskich samochodów. Dean spojrzał na Deę i wzruszył ramionami. Stwierdził, że nie można zmarnować takiej okazji. Podszedł do auta i także wyciągnął różdżkę.
- Alohomora! - wykrzyknął, otwierając dziewczynie drzwi. - Zapraszam do środka – rzucił szarmancko, a Dea wyszczerzyła się radośnie. Dean usiadł za kierownicą i zapiął pasy. W końcu najważniejsze jest bezpieczeństwo! Machnął różdżką jeszcze raz i samochód odpalił.
- Dobra, dawaj, pokaż co potrafisz - Dea rzuciła prowokacyjnym głosem, a Dean to podchwycił. Potrafił jeździć samochodem. Miał wielu kolegów z mugolskich rodzin, z którymi w każde wakacje zaliczał niezłe wycieczki.
- Trzymaj się mała, bo to będzie szybka jazda – zapowiedział, wyszczerzając zęby.
Patrzył na szczęśliwą Deę, cieszącą się jak mała dziewczynka, która dostała nową lalkę. Uwielbiał kiedy w jej oczach pojawiało się to dziecięce zaufanie i radość, które wynikały całkiem z niczego. Lubił kiedy była szczęśliwa i lubił być tym, dzięki któremu była. Cieszył się, że ma taką przyjaciółkę jak ona. Lubiła go takim jakim jest, nigdy nie krytykowała, nigdy nie oceniała, zawsze po prostu była.